Oddział Wrocławski.
Zaczynając od samego początku: przyszłam na promocję Augusto, koordynatorka przyjechała z jakimś kolesiem, który miał pracować na innym supermarkecie, zrobiła mu parę zdjęć w moim polarku, bo podobno nie miała kogo tam postawić. Mnie to nie przeszkadza nic. Se chłopak zarobił i się nie narobił, ale świadczy to o tym jakie akcje przechodzą. Poza tym potrafią przyjechać po chamsku za dwie dwudziesta, gdzie niektóre dziewczyny schodzą dwie godziny wcześniej, a ja stojąc 5h bez przerwy zejdę 5 minut wcześniej i od razu jest nie tak.
Później szkolenie. Nie jestem z Wrocławia, wynajęto nam busa(dla paru dziewczyn), wyglądało to profesjonalnie. Już na szkoleniu okazało się, że dziewczyny w ogóle nie przyjechały na to szkolenie(bo pracowały tylko na wakacje)tylko po premię, bo koordynatorka powiedziała, że mają dostać. Okazało się, że żadnej premii dla nich nie było, a laska tłumaczyła się tym, że jeśli by ich nie było w momencie wręczania dyplomików, to nie dostaną przelewu. Stawiam na to, że ma płatne od każdej przeszkolonej osoby.
Miałam stać po tym szkoleniu jako Japoneczka, kusili apetyczną premią... po przepracowaniu dwóch weekendów. Zostałam zamiast tego bez jakiegokolwiek przeszkolenia(dwa słowa o produkcie o którym nie miałam pojęcia) postawiona jako babcia klozetowa na kostkach do kibla... I oczywiście dwóch weekendów na Brisie nie było mi dane przepracować. Przerwy były bardzo dokładnie określone, koordynatorka potrafiła przyjść w połowie mojej przerwy i mnie ściągnąć żeby mi zrobić zdjęcie. Jeszcze było ok jak przyjeżdżała, bo w większości przypadków kazała sobie samej zdjęcie zrobić(tzn. poprosić jakiegoś klienta o zrobienie) i przesłać jej MMSem. Mnie się to nie tyczyło, ale potrafiła też opieprzyć kogoś, że zdjęcie jest źle zrobione. Żal. Gdyby mi tak powiedziała, to bym zadzwoniła do siedziby i zapytała się jak mam robić zdjęcia, bo nikt mnie co do tego nie przeszkolił, i jak rozpoznać ewentualnego kontrolera zewnętrznego, żeby przypadkiem nie poprosić go o zrobienie zdjęć. Jak przychodziła na kontrolę, to najczęściej nawet słowa nie dało się z nią najczęściej zamienić. Wpadała, robiła jakoś z cichacza zdjęcie i bez słowa znikała. Ani cześć ani pocałuj mnie w d. Teraz czekam dwa tygodnie na pieniądze. Z akademika mnie zaraz wyrzucą, a do koordynatorki mogę dodzwonić się tylko z zastrzeżonego(jak dzwonię normalnie, to nie odbiera, bo niby zajęcia ma), żeby usłyszeć jakieś żałosne poplątane tłumaczenie, że ona jest taka biedna, że nie chcą zrobić tych przelewów w firmie, mimo że ona wszystko oddała w terminie. Nie wierzę jej w ani jedno słowo. Jeszcze za jeden weekend sierpnia nie zapłacili. Miesiąc pracy, a teraz nie wiadomo ile jeszcze będzie mnie krew zalewać, że nie mam pieniędzy i za chwilę wyląduję na bruku. Dzięki wielkie.