Dodam kolejny raz bo ciągle mój komentarz znika :(
Pojechaliśmy z dziewczyną do pracy w Venlo, nocleg dostaliśmy w Masbree. Zaczynając od noclegu, odrazu mówię, że nie spodziewaliśmy się cudów i hotelu 5cio gwiazdkowego, ale za 90 euro za tydzien to troche średnie warunki. Po przyjeździe na miejsce zastaliśmy kilka osób siędzących przed bungalem koordynatora pijących piwo, ale ok, może znajomi, tak wtedy pomyśleliśmy, jakaś Pani zaprowadziła nas do naszego pokoju w jakimś niebieskim kontenerze, bo inaczej nie można tego nazwać, kontener podzielony na jakieś 15 pokoi, wspólna łazienka, kuchnia, ubikacja. Połowa z tych pokoi była zamieszkana przez cyganów przez co był tam po prostu (usunięte przez administratora) mimo że te kontenery podobno zostały postawione nie tak dawno to i tak zdążyli zrobić swoje, z męskiej ubikacji sie nie dało korzystać. Codziennie rano cyganie rozkładali głośnik przed tym kontenerem i puszczali swoją muzykę, w niedziele rozkładali sobie też kocyk i robili piknik, przez co zamiast spać można było poczuć cygańskie klimaty, ale wiadomo z jednej strony agencja nie ma aż takiego wpływu na to, chociaż na pewno jakby chcieli to by coś mogli z tym zrobić, zwłaszcza że chyba byli świadomi tego wszystkiego bo ta sama Pani która nas tam przydzieliła zapewniała nas że tylko na chwile nas tu dadzą, mimo że nawet o to nie pytaliśmy w tamtym momencie, chociaż podejrzewam że jakbyśmy tam zostali to do dziś byśmy w tym kontenerze siedzieli, jak to mówią do wszystkiego idzie przywyknąć, słyszałem też o gorszych warunkach na mieszkaniach agencyjnych, dla nas było ważne żeby było dużo pracy bo po to tam przyjechaliśmy, byliśmy w stanie to jakoś znieść. Jako bonus żeby poczuć klimat tych kontenerów dodam że poznaliśmy chłopaka którego w pierwszy dzień jak wylądował w tym kontenerze, jego współlokator po prostu go okradł, nawet z jedzenia :) Co do pracy, na następny dzień pojechaliśmy do biura załatwić formalności, nas przydzielili do Venlofresh, Pani w biurze nam zapowiedziała żebyśmy się szykowali na prace codziennie po 12h bo jest tam pracy tyle że hoho, z czego sie ucieszyliśmy bo przyjechaliśmy tu zarobić więc to była dobra wiadomość no i mniej czasu byśmy musieli spędzać w tym kontenerze, owszem, 12h wyrobiliśmy, ale przez 3 dni po 4h dziennie :) z czego 2 dni pracowaliśmy w nedalpacu bo w wyżej wspomnianym venlofresh okazało się że nie ma pracy. Warunki pracy w nedalpacu- nie ma co jakoś szczególnie narzekać mimo że byliśmy tam tylko 2 dni, ludzie całkiem spoko, praca bez tragedii, nie było źle, tylko pracy nie było, w venlofresh trochę juz gorszy klimat, takie pomiatanie ludźmi, ale nie ma też co oczekiwać że będą wdzięczni za to, że się przyszło do pracy, zrozumiałe, zwłaszcza że po tym jak rozmawialiśmy z ludźmi to na innych firmach takie cyrki się odstawiają że szok, na szczęście nie mieliśmy okazji sprawdzić. Po tych kilku dniach stwierdziliśmy że czas zacząć sie rozglądać za jakąś inna pracą jak już tu jesteśmy, zamiast wracać odrazu do polski, wisienką na torcie była sytuacja jak poszliśmy sprawdzić planning (co też było uciążliwe bo codziennie o 21 szło się zobaczyć czy jest sie na liście do pracy, o 21:30 wywieszali listy i zanim się dopchało do listy była 22) na którym nas nie było, czyli kolejny dzień wolny i kolejny dzień w plecy, a nie przyjechaliśmy tu siedzieć w kontenerze, ale jak kogoś nie było na planningu mógł iść do tego bungalu koordynatora i sie ewentualnie dopytać, zawsze kilka osób się tam zbierało w tym bungalu, wtedy też kilka osób tam było i nagle do bungalu wleciał jakiś chłop krzycząc "na żądanie koordynatora X wszyscy wypie****" i zaczął siłą wyrzucać ludzi z tego bungalu czy to dziewczyny czy nie, jeden chłopak się trochę postawił i stanął w progu drzwi, nagle ten chłop go pociągnął z kopa że z tego progu wypadł przed bungal, jeszcze powyzywał wszystkich wokół od kur*** i innych takich, jak jakas dziewczyna coś sie odezwała do niego to uprzejmie zapytał czy chce tu jeszcze pracować. Następnego dnia rano się zebraliśmy i pojechaliśmy dalej w poszukiwaniu lepszego jutra :) Na szczęście da się znaleźć pracę przez agencje gdzie 40-50h na tydzien, nie w jakimś maksymalnym sezonie, to norma, w jupiterze jak sie miało 32h to było wow. Ogólnie ludzie z którymi tam rozmawialiśmy odradzają takie sortownie warzyw i owoców, a jupiter tylko na tym bazuje, jak chce się przyjechać na chwile zarobić jak najwięcej. Nie żeby nie było plusów- zgodnie z obietnicą jak sie nie przepracuje iluś tam godzin to nie biorą pełnej kwoty za zakwaterowanie- tak było, no i pomagają wyrobić sofi, to na tyle.