Ten magazyn to jeden wielki żart – od organizacji pracy po osoby na stanowiskach kierowniczych. Ciągłe pretensje, że jest „za wolno” albo „za mało”, przy jednoczesnym kompletnym braku sensownego zarządzania. Kierownik magazynu sprawia wrażenie osoby, która sama nie wie, co tam robi. Do tego dochodzą niesmaczne żarty w stronę pracowników, mydlenie oczu i puste obietnice.
Ludzie pracują tu latami na umowach zlecenie, a argumenty, dlaczego nie mogą dostać umowy o pracę, są poniżej jakiegokolwiek poziomu szacunku w relacji pracodawca–pracownik. BHP w tej firmie istnieje tylko na papierze – „bezpieczeństwo” jest traktowane jak żart, który rzekomo spowalnia pracę.
Młodsi pracownicy są regularnie traktowani jak gorszy sort. Komentarze w stylu „a to młode pokolenie” to codzienność. Kierownik potrafi zwołać zebranie pod hasłem „PREMIA DLA WSZYSTKICH”, po czym premię otrzymuje jedna osoba. W kolejnym miesiącu – nikt, bo „nie”. Na co dzień premie i tak przysługują tylko wybranym z umową o pracę, a jeśli jesteś kolegą kierownika, to nawet bez okresu próbnego.
Rozmowy z przełożonymi to istny ping-pong: kierownik odsyła do szefowej, szefowa do kierownika i tak można biegać między biurami całe 8 godzin bez żadnych efektów. Liderka zmiany zachowuje się, jakby magazyn był co najmniej jej własnym biznesem – spróbuj wyjść do toalety częściej niż raz albo zrobić sobie coś ciepłego do picia między zamówieniami, a od razu usłyszysz pretensje i zobaczysz przewracanie oczami.
Ludzie jako współpracownicy są w porządku, ale warunki pracy już nie. Dostaniesz umowę zlecenie – i tylko zlecenie. Umowy są podpisywane z miesiąca na miesiąc, bo przecież „nie wiadomo, co będzie dalej”. Stanowisk do pakowania i skanerów jest mniej niż pracowników, więc jeśli nie jesteś ulubieńcem albo nie należysz do najszybszych, możesz przez 8 godzin, kilka dni z rzędu, chodzić po magazynie i sprzątać kartony.
Szkolenie BHP? Trwa 5 minut, w porywach do 15 – i oczywiście tylko dla osób na umowie o pracę, mimo że zleceniobiorcy wykonują dokładnie tę samą pracę na magazynie. Chcesz wolne? Usłyszysz: „tak średnio”, „a po co?”, „a na co?”. Przyjść do pracy tylko na 2 godziny, bo nie ma zamówień? Oczywiście, nie ma problemu.
Nie wspominam nawet o tym, że zimą jest zimno, a latem gorąco – to akurat logiczne na hali. Problem zaczyna się wtedy, gdy spadnie większy deszcz i wszystko zaczyna pływać. W podłodze są dziury, o które wózki mogą wylecieć w siną dal. Zamiast je naprawić, kierownik zakleja je taśmą, a potem… klejem na gorąco, bo „za drogi interes”. Jeśli jednak przez to rozbije ci się kawa – płacz i płać.
Rotacja pracowników jest ogromna. Ludzie przychodzą i odchodzą, a i tak pracodawca niczego się nie uczy, bo głównym argumentem zawsze jest „bo za moich czasów” – szczególnie wobec młodych. No tak,chwała kawowo bo możemy posprzątać kartony. Na ilość miejsc pracy, jakie miałem/miałam okazję poznać, to zdecydowanie najgorsze.
Ps wiadro na zlewki to rzeczywistość,szefowa usunęła je dopiero w momencie gdy wpadła o nim opinia.