Witam. Chciałam jako były pracownik napisać kilka słów o tej firmie. Niestety nie mam dobrych wspomnień, ale z tego co słyszę od kolejnych pracowników, którzy stamtąd uciekają, nie jestem sama w tych odczuciach.
Rozmowa rekrutacyjna to było takie jawne przedstawienie firmy w jak najlepszych superlatywach by ściągnąć do siebie pracowników. Obiecywanie nie wiadomo jak fajnych warunków, płaca na poziomie 2500 zł netto, tak moi drodzy netto. W czym szkopuł, a no w tym, że kierownik młody, ambitny, widać obyty w świecie i w innych środowiskach wielkomiejskich bardzo chciał to wszystko przełożyć na realia nowosądeckie. Pragnął rodzinnej atmosfery, komunikacji, naprawdę zarządzania firmą na jak największym poziomie i może by mu się udało, ale niestety w to wszystko weszły powiązania rodzinne i jako, że Mika jest marką stworzoną przed Z. i J. Wolaków, tak zięć szybciutko został sprowadzony do parteru i wszystkie jego pomysły i pragnienia zostały rzucone na wiatr. Na tym etapie to on ma tam malutko do gadania.
Szybciutko wypłaty zostały zmniejszone, już nie było 3200 zł brutto a 2800 zł, no bo przecież najniższa krajowa to perełka nowosądeckich firm...już nie było milutkiej atmosfery a (usunięte przez administratora), już nie było komunikacji a wymagania w stylu, że jak to tak można tylko 8h pracować, szefowie siedzą po 12-15h w pracy, to i pracownik powinien poświęcić się pracy. Całkowity chaos, gdzie pracownicy się gubili i nie wiedzieli już co robić, przerzucani z miejsca na miejsce, z oddziału na oddział, z piętra na piętro z wywalonym jęzorem, upoceni, zdyszani, zmęczeni wciąż słyszeli, że nic nie robią...nic nie potrafią.
Przykładowo koleżanka, która miała zmianę w sobotę miała pracować do 14:00, została do 15:00 z własnej woli, ale gdy zaczęła się zbierać, zamiast "dziękuję" usłyszała burę, że tak krótko i już ucieka... Dodatkowo warunki zaczęły się zmieniać na gorsze, ten kto się nie zgodził na to, odszedł, a nowym już na wejściu oferowano te gorsze warunki, więc nie mieli pojęcia, że przez chwilkę było ok i normalnie.
Powiem tak, żadna z osób, które stamtąd odeszły, a mam z wszystkimi kontakt, nie ma pretensji do kierownika Michała. Było widać, że chce stworzyć coś swojego, o standardzie dorównującemu na przykład rynkowi krakowskiemu, i to by mu się udało, bo pracownik doceniony odpłaciłby mu się dobrą pracą i zyskami, bo pracowałby z przyjemnością, ale to co się tam podziało po wtrąceniu się teściów, to było po prostu stare, sadeckie przyzwyczajenie do wyzysku za jak najniższą płacę w warunkach ciągłego stresu i chodzenia za pracownikiem jak cień co spowodowało też dużą rywalizację między pracownikami i taką niepewność, czy można się w ogóle odezwać do kogoś z innego działu, baaaa, do kogoś kto stoi obok.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających i pracujących w Mice.