Ośrodek Karan to bardzo specyficzne miejsce. Z mojego doświadczenia wynika, że można znaleźć w nim zarówno rzeczy wartościowe, jak i takie, które moim zdaniem wymagają zdecydowanej zmiany. Piszę tę opinię jako osoba, która spędziła tam czas, uczestniczyła w terapii i była świadkiem wielu sytuacji, o których wspominam poniżej. Nie piszę tego po to, żeby bezpodstawnie oczerniać ośrodek. Wręcz przeciwnie uważam, że właśnie warto otwarcie powiedzieć o problemach, które zauważyłem.Moim zdaniem Karan może być dobrym miejscem dla osoby, która dopiero zastanawia się, czy rzeczywiście chce się leczyć i nie ma jeszcze odpowiedniej motywacji. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy w jednej grupie znajduje się kilkanaście osób, z których tylko niewielka część rzeczywiście chce pracować nad sobą. W mojej grupie było około 15 osób, z czego w mojej ocenie może trzy rzeczywiście miały motywację do leczenia. Pozostałe osoby często były na zasadzie „przeczekania” terapii. W grupie pojawiały się również zachowania toksyczne i agresywne, co bardzo negatywnie wpływało na osoby, które faktycznie chciały się leczyć i pracować nad sobą. Największym problemem, który zauważyłem podczas pobytu, było dla mnie bezpieczeństwo. Uważam, że w tym aspekcie sytuacja była bardzo zła. , w grupie w dużej mierze odpowiadali sami pacjenci za bezpieczeństwo zamiast osoby dorosłe wychowawcy, terapeuci czy kierownictwo. Byłem świadkiem sytuacji, w których ktoś rzucał krzesłami w okna. Były również sytuacje, w których ktoś brał noże z kuchni i groził nimi innym osobom. Zdarzało się także, że pacjenci byli popychani. W sytuacjach, które wymagały zdecydowanej reakcji, nie wzywano policji. Uważam, że przy takich zdarzeniach reakcja dorosłych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo powinna być znacznie bardziej stanowcza. Chodzi o sytuacje, w których realnie pojawiało się zagrożenie dla innych osób. Jeżeli w ośrodku terapeutycznym dochodzi do gróźb z użyciem noża czy rzucania przedmiotami w okna, trudno mówić o poczuciu bezpieczeństwa. Jeżeli chodzi o kadrę terapeutyczną, często brakowało mi wyrozumiałości wobec różnych sytuacji, błędów czy wyborów życiowych pacjentów. Oczywiście terapia powinna wymagać odpowiedzialności i pracy nad sobą, ale moim zdaniem istnieje różnica pomiędzy stawianiem granic a brakiem zrozumienia dla człowieka i jego sytuacji. Szczególnie dużo zastrzeżeń mam do sposobu funkcjonowania kierownika. Z mojego doświadczenia był on osobą bardzo enigmatyczną i często nieprzyjemną w kontakcie. Uważam, że sposób budowania przez niego autorytetu nie powinien opierać się przede wszystkim na ocenianiu innych i wytykaniu im błędów. W moim odczuciu nie jest to odpowiednie podejście szczególnie w pracy z młodzieżą. Byłem również świadkiem sytuacji, w której kierownik palił przy pacjentach elektroniczne papierosy.
A gdy było pytanie do innych osoby z kadry nagle o niczym nie mieli pojęcia i zamykali oczy udając że nie wiedzą Sytuacja, w której przysypiał podczas terapii grupowej oraz podczas rozmowy indywidualnej. Są to zachowania, które moim zdaniem nie powinny mieć miejsca u osoby pełniącej tak odpowiedzialną funkcję.
W przypadku pozostałej kadry bardzo dużo zależało od dnia i konkretnej osoby. Czasami można było spotkać się z dużą niechęcią do pracy, zmęczeniem czy zwyczajnym brakiem zainteresowania pacjentem. Zdarzało się przekładanie rozmów, lekceważenie problemów czy pozostawianie pacjenta w sytuacji, w której nie wiedział, czego właściwie może oczekiwać. Chciałbym jednak szczególnie podziękować p.Bogusi na ogromny plus oceniam również ART, czyli Trening Kontroli Złości. Była to osoba, która potrafiła pokazać, jak należy zachować się w każdej sytuacji, jednocześnie okazując pacjentom szacunek i gotowość do pomocy co by się nie działo. Kolejną rzeczą, którą zauważyłem, jest bardzo zero-jedynkowe podejście do wielu kwestii. Czasami miałem wrażenie, że obowiązuje zasada: albo myślisz i zachowujesz się dokładnie w określony sposób, albo jesteś przeciwko systemowi i będziesz miał pod górkę.
Uważam, że pacjent powinien mieć możliwość zachowania części własnej osobowości i własnych zdrowych wartości. Nie mówię tutaj o sytuacji, w której ktoś chce wrócić do zażywania substancji czy zachowań, które mu szkodzą. Chodzi mi o zwykłą elastyczność i możliwość samodzielnego myślenia. Momentami miałem wrażenie, że nie chodzi już o rozwijanie człowieka, tylko o to, żeby „tańczył tak, jak ośrodek zagra”. Jeżeli ktoś nie tańczył, pojawiała się nagonka i konfrontacje, które w moim odbiorze demotywuje niż motywuje.Nacisk na budowanie relacji w ośrodku jest straszny jak zdrowa osoba ma budować relacje z osobami które są toksyczne, nie chcą się leczyć i muszą przebywać ze soba 24/7 poza ośrodkiem można się odciąć od środowiska a w ośrodku nie ma takiej możliwości. Podsumowując gdyby można było się tam leczyć nie mieszkając tam bo to jest główny problem że nie można się od tego odciąć, to to miejsce mogło być
Pomocne. Przydało by się wprowadzić zmiany w ośrodku. ☹️