Witam. Na swojej stronie internetowej scandinavian pisze o tzw "korekcie paliwowej" Trzeba przyznać że faktycznie taka istnieje z tym tylko drobnym faktem iż jest ona regulowana pensjami kierowców a mianowicie zarząd wymyślił sobie normy paliwowe na posiadane przez nich auta - przykład volvo fh 440 po Skandynawi ma mieć norme 32-33 jeżeli takiej kierowca nie posiada zostaje obciążony tzn. zabierana mu jest część wypłaty np 500zł a były przypadki że nawet po 1000zł zabierano. Trzeba sobie zadać jedno pytanie: który salon, warsztat czy dealer samochodów ciężarowych da na pismie gwarancje że auto spali tyle lub tyle litrów ON - żaden. Fantazja, psychologia, owijanie wokół palca i kuszenie (w miare jak na warunki skandynawskie) dobrym sprzętem to główne atuty tej firmy. Można na koniec dodać żę na dzien dzisiejszy przyjmują do pracy każdego kto chociażby zrobił prawo jazdy "c+e" wczoraj i to nie dla tego że wzieli nowe auta po prostu normalni kierowcy którzy pracowali tam po kilka a nawet kilkanaście lat odeszli i odchodzą bo okradać się nie dadzą a tym bardziej poniewierać przez kogoś kto nie ma zielonego pojecia co znaczy prawdziwa skandynawia zimą. W przeciągu 2, 5 miesiąca odeszło od nich około 10 kierowców a zapowiada sie jeszcze więcej. Gdyby zamiast pakować pieniądze w marketing, sponsoring, artykuły prasowe typu "kobieta w tirze" (swoją drogą totalne bzdury) itp. rzeczy a zaczeli by uczciwie traktować trzon zwany "kirowca" to nie doszłoby do sytuacji w której na dzień dzisiejszy używając palców jednej dłoni można policzyć kierowców jeszcze u nich pracujących, którzy na prawde wiedzą co to znaczy jazda po wysokiej skandynawii zimą. Jedyne co dobrze działa w tej firmie to marketing i ponad gabaryty.