Czytam Wasze opinie i przychylam się do tego, że co Żabka/ ajent to obyczaj.
Ja w swojej pracuje od dwóch miesięcy, teraz zaczyna się trzeci. Jest to stosunkowo mała Żabka, ruch jest spory ale tylko na drugiej zmianie, na pierwszej do tej godziny 14 przewinie się naprawdę maksymalnie do 100 osób, czasami jest tak, że nawet pół godziny nikt do sklepu nie zagląda. Bardzo dużo zależy też od pory roku i pogody, teraz jest lato, a w upalne dni wszyscy wiemy, że do takiego sklepu ludzie będą wchodzić co chwilę, bo picie, bo lód, bo tamto. Na pierwszej zmianie jest więcej roboty, wiadomo - mniej ludzi, więc więcej dla tej zmiany przypada. Wypieczenie bułeczek, pozamiatanie pod pieczywem, przyjęcie dostawy z pieczywem, ściągnięcie i wyłożenie nowych gazet, cenówki, promocje, ciągłe dokładanie towaru na full przy czym piwo i papierosy co chwilę wręcz, bo to taki piwno papierosowy sklepik, ogólne pilnowanie towaru, bo nigdy nie wiesz kiedy będzie jeździł facet i sprawdzał te sklepy, a nikt nie chce zebrać opieprzu za niedopilnowanie czegoś takiego. Nie będę udawać, że rzadko kiedy na tej pierwszej zmianie nie można sobie usiąść. Za ladą ustawiliśmy sobie transporter do siedzenia i gdy wszystko się zrobi, albo chwilowo nikogo nie ma to się siada i wstaje dopiero, gdy ktoś wejdzie. Druga zmiana to inna bajka, ponieważ ruch jest bardzo duży, największy po godzinie 22, a my musimy ciągle latać i dokładać piwo do lodówek, wynieść puste transportery, przynieść nowe. Tak naprawdę jedyne co wtedy robimy to ściągnięcie reszty gazet o godzinie 20/21, podliczenie, a potem już tylko stanie za kasą, trochę piw, zamykamy sklep nawet o 22.50/55, myjemy podłogę, a o 23 zamykamy kasę i ją podliczamy. Następnie tylko przetwarzanie danych, włączenie alarmu i można uciekać jak najszybciej do domu. Nikt towaru w nocy na full nie dokłada, umownie robi to pierwsza zmiana po otwarciu sklepu, a tak naprawdę nawet od godziny 7-9 i tak sobie tam żyjemy. Na plus jest to, że ja pracuje po 3/4 dni w tygodniu, może kilka razy zdarzyło się, że po 5. Jestem tam dorywczo, więc ajent pod tym względem jest super ugodowy, mieniamy się również między dziewczynami, go interesuje tylko to, że sklep jest rano otwierany, prowadzony i w nocy zamykany. Wypłaci kasy tyle ile przepracowałyśmy, więc to właściwie od nas zależy ile zarobimy. Stawka 9zł/h.
Co jest na minus. Zdecydowanie olewczy stosunek ajenta do sklepu. Rozumiem, że ma rodzinę, swoje życie, inne sklepy ale moja Żabka jest wyjątkowo mocno olewana i jesteśmy zdane na siebie. Dostawy towaru - kiedyś przychodzili od tego ludzie, zrobili co zrobić mieli, dostawali pieniądze i do kolejnej dostawy. Teraz robimy to my. Nie oszukujmy się, jako kobieta nie mam na tyle siły, a w przypadku pięciu palet to masakra, wszystko potem boli, szkoda gadać. Nie wiem ile ten stan rzeczy potrwa ale nie zamierzam tam pracować jeszcze zbyt długo. W tym miejscu nie będę się wymądrzać, bo nie wiem w ilu Żabkach ale w moim mieście, w każdej o prócz mojej kasjer nie wychodzi poza kasę, tylko do dokładania towaru. Cenówki, dostawy i wszystkie te sprawy robią ajenci. Przyjeżdżają na otwarcie i zamknięcie, pracownicy nie znają hasła alarmu i nie dostają kluczy do kieszeni. W moim sklepie już tak.
Od siebie dodam jeszcze, że pracownicy okradają sklep jak i ajenta. Nie raz zdarzyło się, że wzięło się coś z półki, miało zapłacić później, zjadło, a w ostateczności tego nie zrobiło. Czasami sama tak zrobiłam. Czasami umyślnie, czasami nie. Czasami się coś podwinęło do domu. Czasami wrzuciło pieniądze do kasetki ale produktu nie nabiło przez zamieszanie, zbyt dużo ludzi, a potem wychodziło się w podliczeniu na plusie i myślało skąd to się wzięło...
I wielki minus za brak ochrony. Nie wiem czy w innych Żabkach jest, czy jest potrzebna ale w mojej trafiają się ludzie agresywni, pijani, nawaleni jak stodoła, czujący się jak Panowie świata i sytuacji. My się ich boimy. Bo co nam dadzą kamery, skoro może coś zrobić i będzie po fakcie...
Nie zawsze jestem miła, właściwie mało kiedy. Normalny wyraz twarzy, formułki grzecznościowe ale nie nadskakuje klientom, nie uniżam się. Gdy poproszą by coś podać, robię to, nie mam nic przeciwko. Gdy są mili i zwyczajnie o coś proszą dla mnie to rybka, nie czuję, że robię coś "poza". Gdy są wredni i chamscy nawet nie patrząc na półki mówię, że czegoś nie ma. Czasami potrafię wyjść z połowy płacenia rachunku i powiedzieć, że dzisiaj niestety nie możemy tego zrobić, ponieważ serwery padły i nic z tym nie zrobimy. Wiem, że chamskie, złe i nieodpowiednie ale nie potrafię inaczej, gdy stoi przede mną klient, sapie, pluje i z łaską powie co i jak.
Lubię i jednocześnie nienawidzę swojej pracy. Lubię za to, że jest w moim przypadku taka elastyczna, wbrew wszystkiemu nie jest ona ciężka, z drugiej strony nienawidzę za atmosferę, za chamstwo, za wykorzystywanie.