Pracowałam tam w wakacje i odradzam wszystkim, którzy są zainteresowani!!!!!! To będzie długa opinia ale warto przeczytać, jeśli chcecie się dowiedzieć
jak to naprawdę wygląda i jakie to jest chore. Przez trzy dni mieli sprawdzić czy się nadaje. Kiedy przyszłam pierwszego dnia jedna z kierowniczek dala mnie odrazu na przerzucanie tych łachów. Nic mi nie wytłumaczyła, postawiła mnie na stanowisku i wszystko musiała mi mówić pani, która była obok mnie. Pani była w trakcie pracy, a jako ze trzeba tam nieźle zapie*dalac, nie miała czasu żeby mi na spokojnie wytłumaczyć co gdzie wrzucać. Co z tego wynikło, nie wiedziałam kompletnie co robić i byłam totalnie zagubiona. Wokół mnie stało kilkanaście worów. Jeden na ubrania dla dzieci, drugi na szaliki trzeci, czwarty, piąty i dwudziesty na jeszcze inne rzeczy. Ważne było podobno to, żeby nie mylic rzeczy, które wrzucają do cięcia i na odpady. Tylko, że pani kierownik nie raczyła mi wytłumaczyć/przeszkolić mnie jakie dokładnie rzeczy tam idą. Kiedy praca się skończyła kierowniczka podeszła i powiedziała coś w stylu: 'chyba wolno Ci to idzie'... Naprawdę? A może byłam tam pierwszy raz i WCALE nie zostałam przeszkolona więc jak mogło mi to iść? Tak jak osobom, które pracują już tam kilka lat? Nie wiem czego to babsko ode mnie oczekiwało. Drugiego dnia tez byłam na tak zwanym przerzucaniu. To co się tam dzieje jest nie do opisania. Kierowniczki dosypują tony ubrań na taśmy a pracownicy nie nadążają tego wszystkiego powrzucać do odpowiednich worków. Drą mordy na pracowników i poganiają. Jeśli nie nadążaliśmy wszystkiego wrzucać, ubrania trzeba było zrzucać na podłogę, pod swoje nogi. Nie wspomniałam jeszcze, że jedno stanowisko jest tak małe że dwie osoby by tam nie weszly, ponieważ odrazu po bokach i z tyłu stoją wory. Żeby wejść na swoje miejsce trzeba było się przeciskać przez worki albo je przesuwać!!!! Tego dnia kiedy przyszłam po przerwie nie wierzyłam co się tam dzieje. Na moim stanowisku miałam górę, dosłownie jedną wielka górę ubrań!! Praca się już zaczęła a ja stałam i nie wiedziałam co mam zrobić, jak mam tam wejść i pracować. Metalowe podpory (nie wiem jak to nazwać), na których były zawieszone te worki były dość ciężkie do przesunięcia, więc musiałam się na to wdrapać i przeskoczyć. Normalnie szok. Przez ostatnie godziny musiałam stać krzywo na ubraniach i tak pracować, wyobrazacie sobie to? Ubrań było tyle, że nie mogłam ich sobie poprostu odsunąć i zrobić miejsca na podłodze żebym mogła stać i pracować jak człowiek. Kilka godzin stałam na kopie ubrań i tak ciężko mi się pracowało że aż chciało mi się płakać. I co usłyszałam pod koniec pracy? Że chyba mi ciężko tam i że jutrp przeniosą mnie na wycenę... Trzeciego dnia kierowniczka podeszła ze mną do stanowiska gdzie wycenia się ubrania. Powiedziała mi dosłownie dwa zdania. Że tu jest pistolecik, którym przekłuwa się metki a tu monitor, na którym wybiera się rodzaj ubrań i cenę. Oczywiście co sekundę musiałam pytać się pani obok, do jakiej kategorii dokładnie zaliczyć daną rzecz. Musiałam ogarnąć ten monitorek, co gdzie jest i tak dalej więc normalne, że nie szło mi to szybko, musiałam się zastanowić co wybrać bo nie byłam jeszcze dokładnie pewna i nie chciałam popełnić błędów. Ale co oczywiście mogłam innego tego dnia usłyszeć niz: 'wolno Ci idzie', 'szybciej', 'musisz zrobić minimum trzynaście worków jak chcesz tu pracować' (tego dnia zrobiłam ledwo trzy) i tak dalej. Na dodatek pani obok musiała mi pomagać z pistoletem bo kierowniczka nie powiedziała mi oczywiście jak wymieniać w nim tak zwane 'osci'. Nie wspomnę o tym, że cały czas się zacinał a każda sekunda w tej chorej robocie się liczy. Dlatego nie rozumiałam jak te głupie pindy mogą mi mówic że wolno mi idzie. Oczekiwaly, że przyjdę stanę i będę sama wszytko ogarniać i pracować z prędkością światła już pierwszego dnia. To miał być ostatni dzień na próbę ale postanowiły żebym przyszła jeszcze kolejnego. Nie wspomniałam jeszcze, że nikt nie powiedział mi, że jeśli skończy się robić worek, trzeba podpisać karteczki odpowiednimi kolorami markerów i przypiąć je do worków... Świetna praca. Nikt mi nic nie wytłumaczył a później mają pretensje. Wszytko musiała mi mówić pani obok, która też powoli się denerwowała bo też najwidoczniej nie rozumiała że pracuje na tym stanowisku pierwszy dzień i nikt mi niczego nie wytłumaczył to skąd ja mogę wiedzieć te rzeczy. W dodatku jak przyszłam kolejnego dnia, nie miałam na stanowisku tych karteczek, markerów, i nowych worków do wymiany. Jak spytałam się pani obok to z oburzeniem powiedziała mi, ze samemu sobie trzeba przynieść z dolu. AHA. (usunięte przez administratora) że kierowniczka mi o tym powiedziała, no skąd ja to miałam wiedzieć? Później przyszła inna kierowniczka, która okazała się być jeszcze gorsza. Oczywiście krzyki, że jak ja mogę robic tak mało tych worków. Ale kazała przyjść jeszcze raz... I to był mój ostatni dzień. (Kontynuacja znajdzie się w następnym komentarzu, ponieważ nie wystarczyło mi znakow)