Pitu pitu28.09.2017 10:30
Inne
Po kilku latach pracy w tej firmie zgadzam się z opinią ''Mucha bez ucha złapała kłamczucha''. Jedynym powodem dla którego niektórzy tam pracują jest umowa o pracę, którą teraz ciężko jest dostać. Zaczyna się od okresu próbnego, potem czas określony +- rok, a jeśli stwierdzą, że się nadajesz dostaniesz na czas nieokreślony. Zarobki - śmieszne. Handlowcy mają niską podstawę + premie za g+ (i to też niewysokie, bo nierealne jest wyrobienie celów sprzedaży), a pracownicy kasy, serwisu czy informacji to już w ogóle wg centrali powinni pracować za darmo, bo przecież nie mają bezpośredniego wpływu na wyniki sklepu. Nie wiem czy wszędzie tak jest, ale w mniejszych miastach na pewno. Na dziale jesteś od wszystkiego - wyłóż towar, zetrzyj kurze, obsłuż klienta (to, że pracujesz na agd nie znaczy, że nie możesz sprzedać laptopa jeśli akurat w tej chwili tam jest ruch - logiczne prawda?). Na POK podobnie, tyle, że nie masz planów sprzedażowych. Ale musisz rejestrować paragony na tabletach i sprzedawać produkt przykasowy. W dużych marketach na POKu jest trochę lepiej, bo zajmujesz się konkretnie kasą albo serwisem. Natomiast w mniejszych sklepach - jesteś kasjerem, pracownikiem serwisu i informacji jednocześnie za jedną wypłatę! Ludzie! Czy to jest normalne? Przyjmujesz reklamację, robi Ci się nagle kolejka, więc musisz podejść, ale Pan z kolejki chce zwrócić towar, więc musisz poprosić pracownika działu, żeby sprawdził kompletność itd (w końcu on to później będzie sprzedawał, nie?). następnie robisz korektę (klient od reklamacji już tupie nogą), wypłacasz pieniądze (tak naprawdę powinien je wypłacić inny kasjer, ale o tym za chwilę) i już chcesz wrócić do pisania reklamacji, ale kolejka się powiększa... Czas zawołać koleżankę, która jest w biurze kasowym i uzupełnia papierologię. To nic, że później nie będzie mogła się odnaleźć w dokumentach, nie masz wyjścia. Jak już rozładujesz kolejkę, przyjmiesz reklamację, wydasz w międzyczasie zamówienia internetowe to możesz usiąść i wziąć się za serwis. Napisać kilkanaście maili, zamówić kilku kurierów, pogonić serwisy, które ociągają się z reklamacjami. Oczywiście w międzyczasie obsługujesz kklientów na kasie, więc zdarza się, że jeden sprzęt zgłaszasz na reklamację pół godziny albo więcej. Mój rekord to 2h. Aha, no i jesteś przecież na informacji, więc w tym międzyczasie międzyczasu ;D setny raz pokazujesz klientom gdzie są czajniki (mimo, iż są na wprost i slepy by zauważył), tłumaczysz, że nie sprzedajemy uszczelek do ekspresów ani płóciennych worków do odkurzaczy, informujesz, że na żarówkę za 0,99zł jest normalnie dwa lata gwarancji na podstawie paragonu itp. Zapomniałam jeszcze o umawianiu dostaw i wystawianiu faktur. Ktoś powie, że ściema, przecież nie da się tego wszystkiego jednocześnie...da się.Może nie 5 czy 10 rzeczy naraz, ale średnio 3, 4... A i tak później dostaniesz burę, bo nie napisałaś maila o korektę, sprzedałaś za mało baterii i zarejestrowałaś za mało paragonów... Dodam jeszcze, że tego typu praca to też praca z klientem i też wcale nie lekka. Zawsze znajdzie się jakiś roszczeniowy klient z którym trzeba się użerać. Na działach jest za mało handlowców i ciagle ktoś podchodzi do Ciebie i mówi, że tam nikt nie pracuje, nikogo nie ma! Przecież jedna osoba się nie rozdwoi, ale to Ty sie tłumaczysz/ew. bronisz, bo to do Ciebie pyszczy klient.
Dla porównania na dziale jest troszkę mniej obowiązków (pominąwszy stres związany z wyrobieniem planów). Wyłożysz towar, sprzedasz pralkę, wypiszesz zlecenie i następny. Tyle tylko, że masz sprzedawać wszystko, więc kierownik może Ci kazać iść na RTV jeśli u Ciebie na dziale jest tymczasowa posucha.
Podsumowując - za niska pensja w stosunku do zakresu obowiązków i zero poszanowania ze strony kierownictwa, a nawet i współpracowników. Typowa spychologia pracy z jednej zmiany na drugą, bo czasem nie da sie wszytskiego ogarnąć, a czasem udaje się, że się nie da. Duża rotacja, bo nikt nie chce pracowac za tak śmieszne pieniądze i wyjetych pod rząd kilka dni z życiorysu. Owszem, masz więcej wolnego po tym maratonie, ale czy da się wyspać/najeść/wypocząć/wyszykować dzieci do szkoły/ogarnąć dom na zapas? Nie polecam, chyba, że ktoś chce wziąć kredyt i zmienić pracę :D Pozdrawiam byłych ''fachowców'' :D