Nie zdiagnozowano u mnie ADHD o podtypie mieszanym - objawy to m.in. duże pragnienie podróży – podróże produkują dopaminę i adrenalinę, duże pragnienie zmian, problemy z podejmowaniem decyzji, częste zmiany pracy, problemy z pamięcią, problemy z koncentracją, wyczerpanie, zestresowanie, zapominanie, chroniczne zmęczenie, brak energii, zmiany nastrojów, ulubione zainteresowania, skłonność do zachowań ryzykownych, nadpobudliwość, nadruchliwość, wybuchy gniewu i nerwowość.
Bardzo mnie dziwi, że nie zdiagnozowano u mnie ADHD o podtypie mieszanym, ponieważ w poradni pracują specjaliści po KUL i UJ, którzy skończyli studia w czasach kiedy jeszcze trudno było skończyć studia i studia coś znaczyły.
Przepracowanie pogłębia objawy ADHD o czym powiedział mi psychiatra. Osoba chorująca na ADHD nie powinna pracować i studiować zaocznie, ponieważ przepracowanie pogłębia objawy ADHD, m.in problemy z pamięcią i przewlekłe zmęczenie. Nikt w poradni nie zdiagnozował ADHD i nie powiedział mi, że nie powinnam pracować i studiować kiedy widoczne było, że nie mogłam sobie z tym poradzić, bo ciało tego nie dźwigało.
Nie przebadano mnie pod kątem autyzmu m,in. - lęk przed zmianami, lęk przed sytuacją, której nie można zmienić - wybór kierunku kształcenia - trudności z przeprowadzką, brak potrzeby posiadania partnera romantycznego, ulubione zainteresowania, brak asertywności, trudności komunikacyjne, trudności społeczne.
Nie przebadano mnie pod kątem auADHD. Autyzm plus ADHD.
Nie przebadano mnie pod kątem dyskalkulii - problemy z nauką matematyki, fizyki, chemii, WF, wyobraźnią przestrzenną, zdaniem na prawo jazdy, matura z matematyki zdana na 50 procent.
Nie przebadano mnie pod kątem zaburzenia osobowości - osobowość chwiejna emocjonalnie, którą zasugerował lekarz. Objawy to m.in poczucie pustki, przeżyty szereg trudnych doświadczeń w dzieciństwie. Powinno się mnie przebadać pod kątem zaburzenia osobowości osobowość lękowa.
Psycholog nie umiał prowadzić Dialogu Sokratejskiego, wypowiadał własne opinie, zajął stanowisko w sprawie, dawał praktyczne rady, poddawał sugestie pacjentowi, nie pracował nad tym nad czym pacjent chciał pracować, a tego nie powinien robić.
Psycholog powiedział pacjentowi, że ma wrażenie, że terapia nie działa oraz, że być może lepiej pomoże terapeuta-mężczyzna, ale sam nie zakończył terapii tylko trzymał pacjenta w terapii przez kolejne 4 lata. Po co trzymać pacjenta w terapii przez kolejne 4 lata jeżeli terapia nie działa? Brak terapii jest gorszy niż źle prowadzona terapia. Jeżeli terapia nie działa to psycholog jako profesjonalista kierujący terapią powinien samodzielnie i z własnej inicjatywy zakończyć terapię i skierować pacjenta w inne miejsce.
Pacjent chodził do poradni dla dzieci i młodzieży nawet do 23 roku życia jako student. Placówka powinna powiedzieć pacjentowi, że musi iść do psychologa dla dorosłych. Lepiej byłoby dla pacjenta, aby wylądował na kompetentnej psychoterapii z psychologiem dla dorosłych. W poradni pracowało ponad 10 specjalistów i nikt nie miał odwagi, ani kompetencji interpersonalnych, aby powiedzieć pacjentowi, że musi odejść i poszukać pomocy w innym miejscu. Pacjent miał prawo uczęszczać bezpłatnie na terapię do PPP jako uczeń do 24 roku życia.
Psycholog prowadzący terapię nie znał również nowoczesnej metody leczenia depresjii - probiotykoterapii i określił ją mianem science fiction, kiedy to właśnie ja po 10 miesiącach probiotykoterapii wyzdrowiałam z depresji i zespołu jelita drażliwego. Zniknęły nawet objawy depresyjnego zaburzenia osobowości. Bardzo mnie to dziwiło, ponieważ były to najnowsze doniesienia naukowe.
Jako adolescent zgłosiłam się do doradcy zawodowego z pytaniem na temat studiów lingwistycznych. Rodzina chciała, abym studiowała jedynie zaocznie, ponieważ żal im było wydać pieniędzy na moje studia dzienne. Chciałam porozmawiać z doradcą zawodowym na temat tego, że studia lingwistyczne mają swoją specyfikę i zastanawiające jest to czy warto je kończyć zaocznie. Doradca zawodowy zasugerował mi, że jako uzupełnienie studiów zaocznych na kierunku lingwistyka stosowana można "wyjechać za granicę". Jest to duży merytoryczny błąd. Zagranicą jest język potoczny, a nie akademicki. Jest to język na poziomie maksymalnie B2. C1 osiągnie osoba, która ukończy szkołę zagranicą, typu college lub Ausbildung. Po studiach osoba ma być na poziomie C2 i znać słownictwo akademickie. Nic nie zastąpi akademickiej nauki na studiach dziennych. Studia zaoczne i wyjazd zagranicę tego nie zastąpią. Jeżeli doradca zawodowy nie zna się na nauce języków obcych, to nie powinien nikomu "doradzać". Jedna moja koleżanka jest filologiem rosyjskim z wykształcenia i zna 4 języki obce. Stwierdziła ona, że nie ma sensu studiować lingwistyki zaocznie. Osoba wykształcona nigdy się nie powinna w ten sposób wypowiadać o studiach zaocznych z lingwistyki.