Stanowczo nie polecam szkoły jazdy Speed. Z wielkim ubolewaniem byłam niestety kursantką szkoły jazdy Speed. Po 45 godzinach, podczas których zapewniano mnie, że powinnam zapisać się na egzamin wewnętrzny, bo „dobrze mi idzie”, okazało się, że 4 razy nie zdałam egzaminu wewnętrznego. We wrześniu byłam na kolejnym egzaminie – już piątym. Egzamin trwał ponad godzinę. Widocznie instruktorka lat 70 – Agata Kucharska – dalej żyje w przekonaniu, że egzamin w PORD-zie również tyle trwa. Przytoczę statystyki: egzamin w PORD-zie trwa statystycznie od 30 do 40 minut.
Po wykupieniu jazd dodatkowych w innej szkole jazdy, w której instruktor również polecił mi, żeby zapisać się na egzamin wewnętrzny w Speed po raz kolejny, dzień przed tym egzaminem przejechałam 2 godziny bezbłędnie. Następnego dnia przyszłam na egzamin i już według egzaminatorki szkoły jazdy Speed „nie potrafię jeździć”. Cyt.: „Po co Pani robi to prawo jazdy?”. Żałuję, że nie odpowiedziałam, że mimo iż mam 21 lat, przed moim domem stoi nowe BMW i chciałabym móc się nim przejechać, a nie żreć kanapki, demotywując młodych ludzi, chcących osiągnąć sukces przy jej pomocy i mając 70 lat jako instruktorka w nędznej szkole jazdy.
Egzamin w moim odczuciu przebiegał bardzo dobrze, aż do 56. minuty, gdy kierowca Mercedesa puszczał mnie na skrzyżowaniu. Poinformowałam o tym instruktorkę – dałam komunikat, że jadę, ponieważ kierowca mnie przepuszcza. W tym samym momencie ruszyliśmy oboje; od razu zahamowałam, dzieliła nas jeszcze duża odległość, ale widocznie zahamowałam „niewystarczająco gwałtownie” (czego bardzo żałuję), skoro instruktorka postanowiła dohamować za mnie do końca i poinformowała mnie, że „oblałam”.
Instruktorka, w moim mniemaniu, nie ma zielonego pojęcia o jeździe. Dochodzą mnie słuchy z innych szkół jazdy, że nie potrafi sama wjechać do warsztatu samochodowego i musi prosić kogoś o pomoc — a jest egzaminatorem w szkole Speed. Na końcu egzaminu usłyszałam również takie uwagi: „ścina Pani zakręty” — nie mam pojęcia kiedy; „nie używa Pani kierunkowskazów na placu manewrowym” — tymczasem internet mówi jasno: „W czasie wykonywania zadań egzaminacyjnych ani jazdy po placu nie ma obowiązku korzystania z kierunkowskazów”. Kolejna uwaga: „wjeżdża Pani na 2. biegu na miejsce parkingowe” — do dziś nie widzę w tym błędu. „Dojeżdża Pani na czerwonym świetle na luzie” — cyt.: „Tak, możesz dojeżdżać na luzie, ponieważ w Polsce nie ma formalnego zakazu jazdy na biegu jałowym”.
A propos — podczas egzaminu egzaminatorka w ostatnim momencie wydawała komunikaty, gdzie mam jechać, bo się zapatrzyła lub zapomniała, po czym rzucała: „Oj, przepraszam”. Przez cały egzamin siedziała w telefonie. Zresztą w szkole Speed to normalne — instruktorki siedzą w telefonach, piłują paznokcie, rozmawiają przez telefon. W samochodzie znajduje się kamera, która wtedy działa — wiem, bo każdy w moim domu używa takiej i znam ją — ale niestety pan Janusz Opiela bardzo bał się udostępnić nagranie z przejazdu. No bo przecież pieniążki mają się zgadzać. Trzeba jeździć egzamin 5., 6. i 20. raz, byle tylko się nachapać.
Pasy kierowcy w samochodzie „L-ki” są całe postrzępione, wręcz sflaczałe; zapinacz pasów z trudem przechodzi po sfilcowanym materiale. To jest uczenie kursantów bezpieczeństwa? Mam na to nagrania, zdjęcia i notatkę policyjną, bo udałam się na komisariat policji. Zostawiłam w tej szkole jazdy tysiące złotych. Niestety skusiłam się dobrymi opiniami i w końcu zdecydowałam się zabrać stamtąd papiery i nigdy więcej nie wracać.
Instruktorki — bo nie wiem, dlaczego trafiałam wyłącznie na kobiety — szybko się irytują, krzyczą, kłócą się, gdy kursant popełni błąd. Tego dnia, kiedy podeszłam do egzaminu, nie wytrzymałam. Po komunikacie o oblaniu po prostu się rozpłakałam — co nie zdarza mi się nigdy. Byłam na skraju załamania nerwowego. Nie znam ani jednej osoby, która egzamin wewnętrzny oblała 5 razy. Nie sądziłam, że egzaminatorka może tak krzyczeć w trakcie egzaminu, co również bardzo na mnie wpłynęło. Nie poleciłabym tej szkoły jazdy najgorszemu wrogowi.
Tego dnia około godziny 17 wybrałam się do siedziby szkoły Speed, aby zabrać dokumenty z tej „wspaniałej” szkoły jazdy. Pan Janusz nie chciał wydać mi dokumentów, twierdził, że „wyjeździłam 10 godzin w jego szkole”. Licząc egzaminy — wyjeździłam ich 45. Mam nagrania, jak się ze mnie wyśmiewa, mówiąc, że „nic mu nie udowodnię” i że „powinnam nie robić sobie problemów”. Gdy tam przyszłam, pan Janusz Opiela miał już przygotowaną całą listę błędów z mojego egzaminu, które nigdy się nie wydarzyły. Próbował mi wmówić, że nie zdałam tego egzaminu już w 15. minucie, a moja egzaminatorka nie musiała mnie o tym informować. Chciałabym dodać, że przed egzaminem zrobiłam zdjęcie kamery rejestrującej przejazd — na zdjęciu widać, że kamera działa i nagrywa. Pan Opiela nie chciał udostępnić nagrania z kamery, twierdząc, że nie ma takiego obowiązku. Nie chciał nam go nawet pokazać (!). Nie chciał również wydać dokumentów, mówiąc, że… ja w ogóle