Jeśli wcześniej nie pracowałaś na produkcji, w systemach norm czy akordów - daj sobie spokój. Jeśli myslisz, że po latach swojego stażu pracy...przycupniesz sobie w spokojnej, małej firmie by dorobić - szukaj dalej pracy....
Uderzający fakt na „dzień dobry” to brak szkolenia wdrażającego w pracę.
Przed dopuszczaniem do pracy na produkcji powinno być szkolenie. Nie tylko BHP trwające 20 min. Szkolenie potrzebne wprowadzające: Co czym jest, czym grozi, jak się nazywa, pod jakim symbolem prowadzimy tu kartoteki, jakie sygnatury do protokołów.
Na koniec dnia pracy masz oddać protokół jakości (tu nazywany: „poj”)..krótkie info to tu tak wpisz, albo daj, ja to wpisze będzie szybciej, tu powinno być tak, albo poczekaj ja przelicze...no, teraz jest ok. Może i jest ok, ale jako nowy pracownik jak nie wiedziałeś tak nie wiesz co do czego i dlaczego. Zatem wtedy, uzbrojona w miły uśmiech idziesz do koleżanek i dopytujesz jak, co i gdzie wpisać. Koleżanki są zatyrane i nie bardzo mają czas by ci tłumaczyć wszystko, bo normę trzeba wyrobić. Także musi minąć jakiś czas bys sobie ogarnęła te cyferki. Wystarczyłby wewnętrzny spis czynności, ich nazewnictwa i ich numeryczność. Taka ściągawka dla wszystkich. Można by było zawsze tam zajrzeć i się douczyć, nie zawracając nikomu głowy.
No tak. Tylko, że wtedy...za dużo razy mógłby ktoś wstawać od stanowiska pracy...
Brzmi jak farsa? Bo w tej firmie tak właśnie jest. Bezsens goni farsę a farsa bezsens..
W pomieszczeniach produkcji na pietrze jest bardzo suche powietrze. Zapachy chlorków i innych substancji chemicznych mieszają się z zapachem plastiku z opakowań. Jest klima - działa! Ale nie da pełnej świeżości w tak dużej przestrzeni. Chce się pić. Pic wolno ale tylko po za miejscem pracy. Piętro niżej stoi baniak z wodą. Myslisz sobie - mam swoją, butelkowaną wodę - nie będę biegać do dozownika. Masz? To dobrze. To sobie miej. Nie wolno ci wnieść zamkniętej butelki wody do swojego stanowiska pracy. Dlaczego? Nieśmiało niektóre panie mówią: będziesz pić - będziesz sikać - czyli odchodzić ze swojego stanowiska pracy. A normę trzeba zrobić. Reszta pań wzrusza ramionami. Nie mówią nic. Tu nikt nic nie mówi. Trudno dowiedzieć się o panujących tu zwyczajach. A w każdej pracy takie są! Nawet głupie radio... Zostało zakupione przez panie tam pracujące i zwyczajowo włączone jest na jednym i tym samym kanale i czy chce czy nie - musisz słuchać disco polo. Próba przełączania zawsze kończyła się tak samo. Kanał disco polo wracał.Jak ktoś nieznosi tej kociej muzy, ból głowy gratis. Próby pracowania „po swojemu” czyli w innej pozycji lub słuchania cichutko swojej muzyki z telefonu kończą się żądaniem natychmiastowego zaprzestania takiej praktyki! Na pytanie: dlaczego? Odpowiedź: „bo u nas zawsze tak było”. Także, każde INACZEJ nie wchodzi w grę.
Trudno ocenić czy są tu osoby przyjazne czy nie. W większości tak. Są to dobre kobiety, miłe współpracownice. Są tak przemęczone, że nie mają już sił na uśmiech. Po za tym jest taka rotacja, że nie zdążą się z kimś zapoznać już odchodzi. Tak jak ja.
Tak to wyglada. Po krótkich rozmowach, gdzieś w przelocie,dowiesz się, że są tu już z przyzwyczajenia. Pokazują ręce po kontuzjach (naderwane od dźwigania ciężarów), mówią o problemach z kręgosłupami.
Jeśli pracowało się tak jak ja, na różnych stanowiskach, to taka forma aktywności w pracy, przeraża. Na myśl przychodzą biedne dzieci z chińskich fabryk..,
I jeszcze ten brak kultury od nielicznych panów, których spotkałam na produkcji...Wchodzą do sali, gdzie pracują kobiety. Nic. Cisza. Żadnego: „dzień dobry”. Nic. Wchodzą jak do obory.
8 marca - Dzień Kobiet. Nie tu. Dość, że nie stać firmę, by po choć 1 kwiatku rozdać paniom, to nawet jednym, miłym słowem żaden ów pan nie raczył do pań powiedzieć. Żenada.
Te panie tam ciężko pracują i należy im się szacunek. I one powinny go odczuwać!
Pracodawco!
Ty dajesz prace ale ty także otrzymujesz prace! Żebyś ty prezesie jeden z drugim zarobił, ktoś musi dla ciebie wykonać kawał roboty. I nie ta pracownica ma być ci wdzięczna za tą prace, tylko ty jej!
Tu, jak nigdzie indziej gdzie pracowałam (30 lat stażu) odczuwa się hierarchie wartości pod względem stanowiska pracy. Pakowaczka - czyli najciężej pracująca kobieta w tej firmie - ma najmniej poszanowania. Źle się tam czułam. A przecież nie stanowisko czyni człowieka jakim jest. Nikt nie urodził się z marzeniem zostania pakowaczką. Czy prezes czy pani sprzątająca - każdy zasługuje na taki sam szacunek!
Po przeczytaniu mojego wpisu - panie z produkcji oczywiście będą wiedziały od kogo ten wpis - i bardzo się z tego cieszę. Chcę, żeby wiedziały, że są ludzie, którzy szanują ich i bardzo im współczują takiej pracy. Życzę zmiany na inną, lepszą.
C.d.n.