Chaos i nędzne projekty
Osoby od wielu lat związane z branżą HR rzadko spotykają się z tak specyficznym podejściem do organizacji pracy. Moja przygoda z ES Work zakończyła się błyskawicznie – szkoda czasu i energii na podmioty, które odbiegają od standardów rynkowych.
Struktura wewnętrzna wymaga natychmiastowej naprawy. Proces operacyjny opiera się w głównej mierze na jednej osobie, której ustalenia i wypracowane informacje bywają niestety podważane przez młodą właścicielkę firmy. Taki brak spójności wewnątrz organizacji wprowadza ogromny chaos i utrudnia codzienne działania rekrutacyjne, wpływając negatywnie na profesjonalizm całej komunikacji.
Z biznesowego punktu widzenia warunki zatrudnienia są bardzo nieproporcjonalne. Wymagania wobec rekruterów są ogromne, a w zamian oferuje się mikro-wynagrodzenie, podstawy brak. Oczekiwanie dużego zaangażowania w rozwój cudzego biznesu za stawki znacznie poniżej rynkowych to spore nieporozumienie – praca powinna być odpowiednio wyceniana. Z perspektywy operacyjnej wyzwaniem jest też sam portfel zamówień. Liczba ciekawych projektów rekrutacyjnych jest znikoma, a te, które trafiają do zespołu, są mało rentowne i mało atrakcyjne dla doświadczonego rekrutera.
Efekt? Drastyczna rotacja w dziale rekrutacji, którą można tam zaobserwować. Ludzie wchodzą i odchodzą masowo – decyzja o szybkim odejściu była w tym przypadku jedynym słusznym krokiem. Na ogromny plus zasługują jedynie panie odpowiedzialne za sam proces rekrutacji i onboarding. Wykazują się wysoką kulturą osobistą i świetnym podejściem – zdecydowanie są to osoby, które poradziłyby sobie w znacznie bardziej dojrzałych organizacjach.
Ta sytuacja była cenną lekcją, że nawet z dużym doświadczeniem na rynku, zawsze należy bardzo wnikliwie weryfikować podmioty przed podjęciem współpracy. Odradzam osobom szukającym stabilnego rozwoju.