"W tej totalnie nieprofesjonalnej firmie, w której rządzi ukrainka, dla której pracują na lewo jej rodacy, zamówiłem remont łazienki. Kwota na umowie, z którą pojawił się "właściciel"- jedynie na papierze tzw: słup- mąż ukrainki - Polak-michał kraus opiewała na kwotę 20 000 zł. Na materiały dałem 5000 zł na dzień dobry, po kolejnym tygodniu znowu chcieli 2000 zł. na materiały, dałem i to. Nagle, po 2 tygodniach prac ekipy po 2-3 godziny dziennie, bez profesjonalnego sprzętu, zjawia się michał kraus i chce dodatkowe 5 000 zł za robociznę, bo kwota 20 000 zł okazała się niewystarczająca. Nie zgodziłem oczywiście na kolejne koszty, więc wypowiedział umowę. Reasumując: straciłem łącznie 17 000 zł , a łazienka nadal nie jest zrobiona, nawet w połowie. OMIJAĆ SZEROKIM ŁUKIEM. Sprawa znajdzie swój finał w sądzie, powołałem rzeczoznawcę, który określi rzeczywiste koszty."