W Vialto w Katowicach pracowałem jako specjalista ds. procesu z jez. niemieckim. Szkolenia wstępne dot. rozumienia podstawowych kwestii podatkowych w Niemczech, były naprawdę dobrze rozplanowane czasowo, z dużą ilością wskazówek oraz informacji. Co cieszy, nie były one zorganizowane tak jak w PwC, tj. wg. zasad "byle więcej i byle jak najszybciej" lub "zróbmy milion szkoleń w miesiąc lub półtorej, a jak nie rozumiesz, to masz problem." Sam team oraz Buddy również byli bardzo pomocni i życzliwi, nie było problemu żeby zorganizować shadowingi czy pokazać i wytłumaczyć in persona jak działają wewnętrzne systemy i programy firmy.
To jak wyglądać będzie praca, w dużej mierze zależy od tego gdzie traficie, tj. do jakiego działu i zespołu.
Nie jest niestety tak, że komunikatywna znajomość angielskiego i niemieckiego (o "komunikatywnej znajomości" expressis verbis mówi oferta pracy) wystarczy. Owszem, te 2 języki są używane i jeżeli ktoś ma opanowane obydwa na poziomie B1/B2/B2+, to jest to dobry prognostyk na start. Przygotowanie deklaracji podatkowych nie wymaga "jedynie" angielskiego i niemieckiego. W zależności od tego gdzie w trakcie delegacji przebywał delegat oraz tego jakiej jest narodowości, język niemiecki i/lub angielski jest bardzo często zmieszany z takimi językami jak chiński, japoński, węgierski, rosyjski, hiszpański, francuski, turecki, herbrajski, włoski, niderlandzki, czeski, słowacki itp. Oznacza to, że dokumenty, które są przeznaczone analizy mogą i często są napisane w którymś z w/w języków, a my na ich podstawie musimy przygotować deklarację podatkową.
O konieczności pracy z innymi językami, firma jednak nie wspomina. Jeżeli ktoś jest poliglotą, nie będzie miał problemu. Zwykli śmiertelnicy, muszą posiłkować się domysłami, przeczuciami i słownikami.
Bardzo często trzeba polegać na poradach z czatu lub na pomocy Coacha. Informacji jest naprawdę mnóstwo. Nigdy nie wiecie jaki przypadek dostaniecie. Mogą być one łatwe, proste, trudne lub skrajnie trudne, a język dokumentów (pomijając niemiecki) dowolny. Przygotowanie EStE zależy od danej firm/y i od jej lokalizacji.
Przygotowanie "od zera" pełnoprawnej EStE przez specjalistę to nie lada zadanie, składające się z kilku podprocesów. Każdy z nich jest czasochłonny, żmudny, wymagający skupienia, zaczynając od aktówki, przez QC itd., doskonale wie, o czym mówię.
Ogromnym minusem jest ogólnie przyjęty system, dzięki któremu, w rzekomo sprawiedliwy sposób, dokonuje się oceny pracy konkretnego specjalisty. Należy jednak pamiętać, że widełki czasowe, które traktują o czasie przeznaczonym na wykonanie konkretnych etapów w ramach poszczególnych procesów/procesu są różne.
Po pierwsze, czynnikiem, który definiuje pracownika pod kątem tego jak wykonuje on swoje obowiązki (mówiąc krócej, czy wykonuje je dobrze czy źle) jest jego efektywność, wyliczana procentowo przez komputer.
Procentową efektywność pracownika można porównać do prostego stwierdzenia - im wyższa efektywność, tym pracownik lepszy, a im niższa, tym pracownik gorszy.
Żeby uzyskać dobrą bądź bardzo dobrą efektywność, należy codziennie utrzymywać wysokie lub bardzo wysokie tempo pracy.
Nie jest istotne, że specjalista pracuje na swoje 100 lub 120 % i stara się wykonać swoje obowiązki jak najbardziej sumiennie, dokładnie, a także, że przygotowuje je najlepiej jak potrafi.
Najważniejsze jest szybkie tempo i jak największa ilość wykonanych zadań przy jednoczesnym zachowaniu najwyższych standardów i jakości wykonywanych obowiązków.
Połączenie wszystkich tych czynników w realiach codziennych jest prawie zawsze niemożliwe.
Dla komputera sposób wyliczania procentowej, miesięcznej efektywności pracownika jest bardzo prosty. Należy wyciągnąć średnią czasową ze wszystkich wykonanych deklaracji podatkowych w ciągu miesiąca i voilà - mamy miesięczną efektywność pracownika.
Niemniej, nikt, w tym komputer, nie bierze pod uwagę miliona rzeczy, które mogą mieć miejsce (i często mają miejsce), które wpływają na to, że efektywność jest dużo niższa niż powinna (przykładów można podać wiele, chociażby zmieniające się systemy, służące do charge'owania czasu pracy, nie zawsze działające wewnętrzne systemy/programy firmy, brak dostępu do programów/systemów, ogromna presja czasu oraz presja związana z charge'owaniem czasu pracy wręcz od minuty x do minuty y, czy też narzędzia aktówkowe, które również lubią płatać figle albo różnorakie, inne problemy techniczne). Nie wspominam już o często dużej/bardzo dużej ilości dokumentów do analizy, ogromnym skupieniu i wysiłku umysłowym, potrzebnym do wykonania procesu poprawnie. Szansa na pozostanie w firmie, awans lub podwyżkę oczywiście jest, ale żeby tego dokonać, należy poruszać się w zadowalających Firmę procentowych słupkach efektywności, często kosztem swojego zdrowia. W perspektywie długofalowej, wiele osób w tym ja, nie dało rady i postanowiło szukać swojego szczęścia gdzie indziej.