Machines'creator13.01.2026 16:50
Kandydat
Ja nie wypowiem się ani z perspektywy byłego pracownika ani też kontrahenta, ale z pozycji osoby, która współpracowała z firmą trochę okazjonalnie (poważniejsza współpraca miała dopiero zostać nawiązana; no ale trwa to już ponad dwa lata) oraz była w dosyć bliskiej kooperatywie z nowym, formalnym "włodarzem" spółki tuż po jej wielkiej kraksie - no a co się stało, to każdy, kto miał jakiekolwiek z nią doświadczenia już po upadku jej dawnej "świetności" - chyba doskonale wie. Ja z kolei wiem o tej firmie jeszcze "nieco" więcej i niestety nie dam nadziei tym byłym pracownikom, którzy wynagrodzeń za kilka miesięcy nie otrzymali; a to z prostego powodu - gdyż pan D. zwyczajnie nie ma obecnie xx milionów, aby zaspokoić wszystkich swoich wierzycieli - szczególnie tych, z którymi podpisał duże kontrakty i się z nich nie powywiązywał (xx to liczba dwucyfrowa, ale nie będę podawać jej wartości). No i też raczej nie zanosi się na to, żeby w bliskim czasie je miał, gdyż od momentu upadku i przekazania firmy pracownikom, nowa "spółka córka" jest zarządzana SKRAJNIE nieudolnie; przy czym to słowo 'skrajnie' jest tu bardzo istotne; gdyż szczerze wydaje mi się, że gdyby tak w tym "zarządzie" posadzić 10-cioletnie dziecko, to ono byłoby w stanie w jakimś stopniu pomóc tej firmie wyjść na prostą, bo przynajmniej może nie robiłoby tak głupich rzeczy, jakie dzieją się tam od dwóch lat. Prawdą jest, iż pan były prezes D. po bankructwie "schował się pod biurko" (bo formalnie on nic już nie może) i stamtąd współpracował sobie z "nowym zarządem" w jakimś tam zakresie przez dosyć długi czas; przy czym duża część owej współpracy bardzo często sprowadzała się do kłótni o różnorakie jego fanaberie (myślę, że podobne do tych, z powodu których firma stoczyła się na (usunięte przez administratora) Natomiast obecny (ten oficjalny) zarząd bardzo słabo radzi sobie z prowadzeniem firmy; całkiem nieźle wychodzi im jedynie generowanie i utrzymywanie niepotrzebnych kosztów operacyjnych - jak na przykład pozostawanie w olbrzymiej hali za ponad 50 000 zł miesięcznie, podczas gdy do mocno ograniczonych działań przez ostatnie dwa lata w zasadzie starczyłby im duży garaż z zapleczem biurowym, albo chociaż hala o normalnych parametrach za normalną cenę rynkową. Proponowałam różnorakie konstruktywne i kreatywne rozwiązania w tym zakresie (i nie tylko w tym), dzięki którym dzisiaj mogliby być o co najmniej milion do przodu (o ile by tych pieniędzy inaczej nie rozpuścili 😊); no ale zawsze byli jakoś niezwykle oporni na próby rozwiązania ich problemów. Już ze dwa razy miałam dla nich tę halę znalezioną (bo "włodarz" zadeklarował, że jednak koniecznie trzeba szukać); no i się jedynie kompromitowałam (przed pośrednikami, właścicielami hali itp.), bo jak już miało dochodzić do konkretów, no to ci się jednak "rozmyślali". A bo to jakieś graty pana D. pozostawione gdzieś w kącie (warte może z 5 000 zł) - to nie wiadomo, co z nimi zrobić; a to spawacz Józio nie będzie chciał przyjeżdżać do nowej lokalizacji i stracą dobrego pracownika (na to też widziałam dosyć proste rozwiązanie; i wcale nie wiążące się z utratą owego fachowca), a to może jednak jeszcze nie teraz. Z ogarnięciem logistycznym wszystkiego (aby te pieniądze w końcu zarobić) też mają kłopot. Mówiłam (stosunkowo niedawno temu nawet), że może by się postarać o fundusze norweskie; byłam skłonna nawet podzielić się swoim innowacyjnym pomysłem (którego z kolei też sama w pojedynkę nie zrealizuję) i przygotować projekt. Odpowiedź "włodarza" była 'zobaczymy'; no i tak zobaczyli, że obecnie nabory na ten sezon się kończą, a oni pozostają nadal z niczym. Mając drobne wzloty i trochę większe upadki, od tych dwóch lat balansują mniej więcej gdzieś koło zera; jedynie chociaż ponoć ta trójka pracowników, co pozostała (podobno z ponad 50-ciu? 😊),to ma jakoś tam płacone, chociaż i z tym bywały chwilowe problemy. Nie wiem czy mają szansę się wydźwignąć stosując taką "politykę"; moim skromnym zdaniem zdecydowanie nie - no chyba, że może zaczną kupony w Lotto puszczać 😜. Szczerze życzę panu D. wyjścia z tej makabry, bo to zdecydowanie nic fajnego mieć w życiu coś takiego; nawet gdyby miało być z jego winy. No ale przy takim systemie "zarządzania" no to raczej są nikłe szanse. A obecny "zarządca" firmy to dosyć dziwny człowiek - naobiecywał mi gruszek na wierzbie, cudów na kiju itd. jeśli chodzi o współpracę. No a ja widząc spory potencjał w firmie, trzymałam się tego i liczyłam na to; no ale jednak wszystko skończyło się ostatecznie na gadaniu oraz stracie multum czasu i energii. No ale może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło; pomyślałam, że może zamiast marnować nergię dla nich, to lepiej wykorzystać to, co wiem o niej dla swoich celów. Na pewno łatwe to nie będzie, ale i wykluczone też nie jest. Jeżeli uda mi się wykorzystać owe "dziedzictwo", które z tej współpracy wyniosłam, to będę skłonna zrobić "prezenty" byłym pracownikom, którzy nie otrzymali wynagrodzeń i oddać im te pieniąniądze "z kieszeni" własnej spółki kiedyś.