Szczerze odradzam tę pracę osobom aktywnym. To jest dobre miejsce dla osób, które są ciche, gotowe zgodzić się na wszystko (usunięte przez administratora) w zamian za niezłą kasę. Praca nie jest trudna pod względem intelektualnym, przewidywalna, zazwyczaj nie ma potrzeby zostawania po godzinach (chyba, że ktoś się naprawdę nie umie ogarnąć), płacą nieźle: od 2200 na rękę wzwyż zależnie od stażu pracy. Niestety kierownictwo i dyrekcja to kompletna porażka - ludzie nie mający najzieleńszego pojęcia o zarządzaniu i kierowaniu ludźmi... bez żadnych szkoleń w tym kierunku, bez doświadczenia (bo to ich pierwsza praca, zaraz po studiach), bez chęci rozwijania się - bo uważają, że już są genialni i niczego nie potrzebują... Poprzewracało im się w głowach - mają po 30 lat, tytuł kierownika i nie akceptują żadnego słowa sprzeciwu, bo od razu grożą zwolnieniem i donoszą dyrekcji o niesubordynacji pracownika.
Merytorycznie praca jest nudna na dłuższą metę, bo bardzo monotonna, więc moim zdaniem wszyscy, którzy tam pracują dłużej niż 1-2 lata robią to wyłącznie dla kasy. A wiadomo jaka jest atmosfera w takim środowisku... niezbyt przyjemna.
Poza tym jest tam zdecydowana przewaga kobiet, co prowadzi do wiecznych konfliktów (obrażanie się, kopanie dołków pod sobą wzajemnie, donosicielstwo, wzajemne obwinianie za błędy i ustawiczne poszukiwanie winnych...) - bardzo niezdrowa atmosfera.
No i na koniec należy przyznać, że zatrudnia się po znajomości osoby z rodziny dyrekcji, bez żadnych kwalifikacji... Smutne.
Pracownika traktuje się jak robotnika: ma być wdzięczny za otrzymaną pracę (łaskę), zakazane jest uczestniczenie w szkoleniach innych niż organizowane przez Fundację (niestety te są beznadziejne), przy um. zleceniu nie możesz liczyć na jakikolwiek urlop, nie ma żadnych spotkań integracyjnych, do niedawna nawet nie było kuchni, w której jest gdzie zjeść kanapkę, o pozwolenie na wyjście do sklepu spożywczego trzeba każdorazowo prosić przełożonego... XIX wiek.
Osoby, które upominały się o swoje prawa, wyrażały negatywne opinie o Fundacji, próbowały polemizować na jakiś temat dot. Fundacji lub szukały nowej pracy zostały na moich oczach zwolnione.
Jeszcze raz podkreślę: nie jest to miejsce dla osób, które chcą coś zdziałać, stworzyć, którym wydaje się, że ich zdanie się liczy. Ta praca przypomina właściwie pracę w fabryce przy taśmociągu: wkręcasz tę samą śrubkę w kolejnych pralkach na taśmie, ale jak Ci przyjdzie do głowy zwrócić komuś uwagę, że robisz to nieefektywnie i chętnie byś zastosował pewne ulepszenia, to dostaniesz od kierownika po głowie za to, że się wychylasz zamiast siedzieć cicho i wkręcać, bo przecież zawsze tak się wkręcało i było dobrze, więc po co to zmieniać... A koleżanki przy sąsiednich pralkach zamiast Cię poprzeć, doniosą komu trzeba, że się skarżysz..., bo mają nadzieję, że tym sposobem umocnią swoją pozycję...