Akt I: Zacznijmy optymistycznie - od plusów.
Przyjmą was bez doświadczenia, ale dobrze jakbyście po tygodniu już ogarniali. Oczywiście są plusy tej sytuacji. Wszystko jest nowe, wszystko pędzi, a wy zdobywacie wiedzę jak szaleni. O ile piszecie się na ten rollercoaster zwany (usunięte przez administratora)to możecie szybko zdobyć sporo przydatnych kompetencji (przydatnych w następnym miejscu pracy) i robić rzeczy z wielu zakresów tematycznych na raz. Musicie się jednak liczyć z tym, że często będzie zmuszeni przyjmować na siebie sporą odpowiedzialność już na starcie.
Akt II: Na początku był chaos
Po chwili zaczniecie dostrzegać, że pędzicie, ale nie wiecie do końca dokąd. Zaczną was uwierać następująco:
- Brak jasnej struktury organizacyjnej i byciem pozostawionym samemu sobie niekiedy bez wytycznych i z instrukcjami klejonymi na kolanie;
- Odpowiadać będziecie jakbyście niemalże koordynowali projekt. Będziecie mogli wdrażać swoje własne rozwiązania. Będziecie planować zadania, pilnować swojego czasu pracy i tego, aby wszystko było dopięte.
- Braki kadrowe - zawsze będzie brakowało rąk do pracy, ponieważ firma dąży do wykorzystania 100% czasu pracowników. Tym samym, gdy są intensywne okresy nagminnie ci kogoś brakuje. Nadgodziny nie są w stanie rozwiązać wszystkiego, bo niektóre zadania muszą być wykonane w normalnych godzinach pracy. Często do dyspozycji masz jedną osobą widmo, która teoretycznie jest z wami na projekcie, a w praktyce jest też na kilku innych i raz na jakiś czas w biegu coś wam kliknie w systemie, żeby był akcept.
- “Na wszystko jest czas” - zadania są niedoszacowane czasowo. Pod koniec dnia usłyszycie, że właściwie to zadanie, które wam zajmuje pół dnia, powinno wam zajmować godzinę, więc gdzie jest problem? Po prostu jesteście słabo zorganizowani i za wolni.
- Zastępowalność zadań? Przez ciągłe braki doświadczonej kadry coś takiego nie istnieje. Często jesteście jedyną osobą, która wykonuje dany proces i ma na jego temat jakiekolwiek pojęcie. Grafiki nie uwzględniają żadnych luzów, aby w razie czego ktoś cię zastąpił.
- Grafik wypełniany jest co do minuty. Każda minuta twojego dnia pracy musi być ściśle zaraportowana do systemu. Zapomnisz zrobić tego przez dwa dni? Ups. Zapraszamy na kurs wróżenia z fusów w namiocie obok. Może wtedy dojdziecie do tego, co robiliście we wtorek o 12:56.
- Kreatywne zarządzanie przestrzenią biurową. Czy jest tu pokój żeby odbyć calla? Owszem. Czy jest to również kuchnia? Owszem. Czy zatrudnionych osób jest więcej niż biurek? A jak myślicie? Być może pomyślicie, że rozwiązaniem na tą bolączkę byłaby praca z domu. Punkt dla was łebskie gagatki jednakże i tu czai się lekkie rozczarowanie - niskie zaufanie do pracowników powoduje konieczność siedzenia w ścisku zbliżonym do tego, jaki panuje w autobusie na Jagodno w godzinach szczytu.
- Zerowe zarządzanie projektami dopóki się nie wywrócą - twój “manager projektu” zna twój adres tylko jak coś się pali i dotrze do niego swąd zgliszczy. Do tego momentu jego zainteresowanie projektem nie istnieje, a wręcz powie ci, abyś się nim za bardzo nie przejmował (jeszcze musiałbyś zostać na, o zgrozo, płatnych nadgodzinach). Ogólnie można odnieść wrażenie, iż kadrze “zarządzającej” wydaje się, że projekty zarządzają się same.
- Niepewność zatrudnienia i chaos. Tak naprawdę nigdy nie wiecie kiedy dany projekt się zaczyna, a kiedy się skończy. Średnio raz w tygodniu zastanawiacie się, czy za miesiąc będziecie mieć pracę. Zapewnienia szefostwa są raczej mętne. Cele, plany, projekty, klienci mogą zmienić się dwa razy w ciągu tygodnia. Ze względu na dążenie do wykorzystania waszego czasu w 100% wiecie, że jak tylko skończy się projekt to kończy się wasza kariera w tej firmie. Ciągła praca w takim stresie nie sprzyja nikomu.
Akt III: Perpetum mobile (usunięte przez administratora)
W pewnym momencie możecie się złapać na tym, że już nie potrzebujecie nad sobą bata. Sami się nim staliście. Sami nakładacie na siebie presję, żeby wszystko było na czas. Sami przed sobą kajacie się za to, że nie wykonaliście zadań. W tym wszystkim dużą rolę odgrywa oczywiście nieodzowne wpisywanie każdej minuty dnia do grafiku. Powoduje to, że sami staracie się pracować ponad normę. Bo przecież ktoś za chwilę zakwestionuje, czy wy w ogóle coś w tej pracy robicie (spokojnie, i tak zakwestionuje). Sami zaczynacie mieć opór przed zatrudnianiem nowych ludzi, bo wiecie, że to na was spadnie odpowiedzialność za to, żeby mieli jak zutylizować swój czas co do minuty. Staracie się ratować coś, co ze względu na ułomność założeń systemu zarządzania jest spalone już na starcie. W końcu wasz rozwój się zatrzymuje, bo zwyczajnie nie macie czasu ani przestrzeni na naukę nowych rzeczy albo ulepszanie istniejących.
Podsumowanie:
Można by tak jeszcze długo. To jak relacja z toksycznym byłym - on też nie chciał niczego na poważnie. Oczekujcie tu dokładnie tego samego. Zatrzymajcie się na chwilę, nauczcie kilku przydatnych rzeczy i uciekajcie.
Niektóre rzeczy mogły ulec zmianie, choć jest to wątpliwe.