Rozmowa rekrutacyjna była dla mnie czymś naprawdę ważnym – bardzo chciałam dostać to stanowisko. Przygotowałam się najlepiej, jak mogłam, i przyszłam z nadzieją, że to będzie ten dzień, kiedy pokażę się z najlepszej strony.
Rafael, prowadzący rozmowę, od razu wzbudził moje zainteresowanie. Był niezwykle inteligentny, ale nie obnosił się z tym – wszystko, co mówił, miało sens, było wyważone i zaskakująco trafne. Pytania, które zadawał, były jak małe wyzwania, które wymagały ode mnie myślenia na bieżąco. Wydawał się doskonale wiedzieć, co chce osiągnąć, a ja momentami czułam, że jestem w jego grze.
Kilka razy kompletnie mnie zaskoczył. Moje odpowiedzi wydawały mi się dobre – dopóki nie uświadomiłam sobie, jak szybko i błyskotliwie potrafił je przeanalizować i skierować rozmowę na zupełnie nowy tor. Przy tym wszystkim nie było w nim nic, co mogłoby zniechęcać. Jego sposób bycia był raczej wciągający – czułam, że rozmawiam z kimś, kto autentycznie lubi wyzwania i nie boi się prowadzić rozmowy na najwyższym poziomie.
Czułam, że przechytrzył mnie kilka razy, ale było w tym coś... intrygującego. Nie robił tego, żeby mnie zagiąć czy pokazać, że jest lepszy. Raczej jakby chciał sprawdzić, dokąd może mnie poprowadzić i co jeszcze mogę mu pokazać. Nie było łatwo, ale takie wyzwania zapamiętuje się na długo.
Na koniec miałam wrażenie, że nawet jeśli nie wyjdę z tego spotkania z ofertą, to wyszłam z czymś więcej – z poczuciem, że miałam okazję zmierzyć się z kimś, kto myśli szybko i nieszablonowo. I choć było trudno, cieszę się, że mogłam tego doświadczyć.