Pracowałem w firmię przez trzy miesiące i z czystym sercem mogę powiedzieć każdemu: trzymajcie się od tej firmy z daleka.
Ale, żeby być fair, zacznę od pozytywów, a takowym na pewno był proces rekrutacyjny. Sam proces przebiegał w bardzo miłej atmosferze, był bardzo przejrzysty i składał się z dwóch etapów, rozmowy wstępnej i rozmowy technicznej. Całość trwała może dwa i pół tygodnia. Sama odpowiedź zaskoczyła mnie bardzo pozytwnie, ponieważ propozycja współpracy zawierała feedback, w którym opisane były moje mocne i słabe strony, co w procesie rekrutacji było na plus, a także zalecaną ściężkę dalszego rozwoju. To, co z kolei było mniej pozytywnym zaskoczeniem to stawka, która była bardzo niska, aczkolwiek udało mi się wynegocjować kilka set złotych brutto więcej, co sprawiło, że zdecydowałem się przyjąć ofertę.
I w tym momencie pozytywy właściwie się kończą. Dołączyłem do firmy na początku lutego i wtedy dowiedziałem się, że pierwszy miesiąc najlepiej poświęcić na wdrażanie się do firmy. Co to znaczy? Czytanie confluenca, uczestniczenie w nic nie wnoszących spotkania dla nowych pracowników, uczenie się holakracji i spotkanie właścicieli, których ego i zadufanie w sobie jest zaskakująco wysokie jak na firmę tych rozmiarów. Przyszedłem do tej pracy jako programista nastawiony na rozwój i zdobywanie doświadczenia więc cięzko, żebym był zadowolony. Na pytania kiedy dostanę projekt nie udzielano mi odpowiedzi, pomimo panujacej w firmie pełnej transparencji. Po miesiącu dowiedziałem się, że jestem pierwszy w kolejce i dostanę pierwszy nadchodzący projekt. Na kolejne pytania ile czasu może to potrwać nikt nie był w stanie udzielić mi odpowiedzi. Dość powiedzieć, że pierwszy projekt miałem rozpocząć po dwóch i pół miesiącach pracy, przy czym miał to być mały krótki projekt, na który miałbym poświęcać jedynie pół etau w miesiącu, a ilość osób na ławeczce wynosiła już wtedy ponad 40 w firmie liczącej 200 pracowników. Oczywiście nie zgodziłem się na przystąpienie do projektu, jako ze miałem już w tamtym momencie podpisaną umowę z moja aktualną firmą, w której notabene projekt dostałem po tygodniu.
Kolejnym aspektem jest holakracja. Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo to czy coś takiego może się komuś spodobać to w dużej mierze kwestia czysto indywidualna. Z mojej perspektywy holakracja i brak menadżerów prowadzi do złego zarządzania i chaosu, a odpowiedzialnych za taki stan rzeczy nie ma, bo przecież wszyscy jesteśmy równi. Szczerze mówiąc nie wiele mnie obchodzi ile zarabia firma, bo nie przyszedłem tam po to, aby zaglądać im w finanse. Przyszedłem się uczyć i pracować, a czułem się jak dziecko w przedszkolu. Każde spotkanie zaczynające się od (usunięte przez administratora) pytań do każdego uczestnika, bezsensownie wydłużające ich czas, godzinne spotkanie służące tylko do wyboru osób, które będę odpowiedzialne za prowadzenie innych spotkań, zgłaszania "tension`ów". Niech za najlepsze podsumowanie powagi holakracji służy fakt, że wraz z nowymi pracownikami założyliśmy prywatny kanał na slacku, aby móc się łatwiej ze sobą komunikować i jak to nowi pracownicy w nowej organizacji dodać sobie otuchy i nawiązać jakąś relację. Kanał ten został zgłoszony przez jedną z nowych osób jako tension, bo przecież firma jest transparentna, więc nie powinniśmy posiadać kanału, który jest prywatny. Dyskusja na ten temat trwała niemal godzinę i skończyłem się tym, że kazano nam ten kanał kompletnie usunąć, pomimo tego, że proponowaliśmy, że przestawimy go na publiczny. Przysłuchujac się dyskusji czułem się jakbym cofnął się w czasie co najmniej do przedszkola.
Szczerze nie polecam. Zmarnowałem trzy miesiące życia. Nawet pomijając holakracje, prawie trzy miesiące oczekiwania na projekt to śmiech na sali.