Zostałem zaproszony mailowo na rozmowę o pracę w siedzibie firmy (CV wysłałem zaledwie dwa dni wcześniej). Stawiłem się punktualnie, rozmowa przebiegła w miłej, merytorycznej atmosferze – uczestniczyła w niej szefowa oraz pracownica biura. Rozmawialiśmy blisko 1,5 godziny. Na koniec usłyszałem, że w przyszłym tygodniu dostanę telefon z informacją o decyzji.
Już w poniedziałek, przed południem, zadzwoniono do mnie z radosną wiadomością: chcą mnie przyjąć! Umówiliśmy się na kolejny dzień, by porozmawiać o warunkach współpracy i wynagrodzeniu. Myślałem, że wszystko zmierza w dobrą stronę.
Tymczasem, kiedy byłem już w drodze do Krakowa, dostałem od szefowej… SMS, że jednak rezygnują z mojej kandydatury i „przepraszają za zamieszanie”. Szczerze? Byłem zszokowany i rozczarowany takim brakiem szacunku do mojego czasu i zaangażowania. Wolałbym już, by w ogóle do mnie nie dzwoniono albo żebyśmy się nie porozumieli w kwestiach finansowych...