Byłam na rozmowie rekrutacyjnej na stanowisko sprzedawcy w dziale call center. Miałam otrzymać odpowiedź do końca kwietnia czy zostałam przyjęta czy nie, Pani podkreśliła, że na pewno otrzymam jakiś feedback. Koniec kwietnia przyszedł i minął, a informacji brak. Doskonale wiem, co oznacza taka cisza, aczkolwiek postanowiłam sama zadzwonić, żeby ktoś poczuł jednak minimalną odpowiedzialność, że jak się coś mówi, to dobrze by było te słowa zamienić w czyny. Pani przez telefon, wręcz ze śmiechem, powiedziała, że ona już miała dzwonić żeby przekazać informację, że niestety nie zostałam przyjęta. Zapewne już miała wykręcony mój numer kiedy ja zadzwoniłam ;) Ok, zdarza się.
Firma na dane stanowisko wymaga od pracownika przepracowania pół roku na umowie o zlecenie, nawet jeżeli nie jest studentem, z możliwością przejścia na umowę o pracę, jeżeli tak sobie życzy. Chyba nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że jeżeli praca spełnia wymogi pracy na etacie, to taka praktyka nie jest do końca zgodna z kodeksem pracy. Teraz rozumiem dlaczego tak często ogłoszenie widnieje na to stanowisko.
To co mnie zaciekawiło na rozmowie, to to, że rektruterka sama przyznała, że różnie bywa z atmosferą w pracy bo pracuje dużo kobiet i jak to wiadomo, kobiety lubią się kłócić :) z jednej strony szacunek za nie wciskanie kitu, że w pracy jest atmosfera rodzinna, ale z drugiej strony czytając inne opinie, zastanawiam się, czy to faktycznie jest problem z pracownikami czy jednak słaby management :)