Wpis dodany do oddziału Gdańsk, ale to jedna firma.
"Nikt z zewnątrz by się na pewno nie spodziewał, że ta firma to jeden wielki rynsztok. Wielkie korpo z PR-ową propagandą zawieszona wszędzie gdzie to możliwe, zatrudniające dziesiątki niepotrzebnych albo niekompetentnych ludzi. Jednak paradoksalnie, jeśli chodzi o załatwienie jakiejkolwiek sprawy to zajmie ona zdecydowanie więcej czasu, aniżeli powinna. Ogólnie całe HR (a raczej P&O, bo ta firma nie ma HR) są na poziome dna i tony mułu. Dysproporcje finansowe są przeogromne do wykonywanej pracy, zakresy obowiązków są strasznie nierównomierne. Jest tu nadmiar zbędnej biurokracji, milion niepotrzebnych spotkań, które można zamknąć w jednym, krótkim mailu i ogólny brak czasu na realizację wszystkich zadań jakie są zrzucane na głowę. Nie waż się pokazać, że coś umiesz, bo zostaniesz zawalony robotą, a ten leser obibok obok Ciebie zarobi tyle samo albo i więcej.
Kwintesencją tej (usunięte przez administratora) jest serce firmy. Produkcja mikrobiologiczna oraz ssacza. To świetne miejsca na to aby nabawić się stanów lękowych, źle spać w nocy w obawie przed nadchodzącym chaosem jaki przyniesie kolejna zmiana oraz doskonała okazja do tego, aby sprawdzić swoje umiejętności w za pier da la niu za kilka osób na raz, ponieważ ciągle brakuje ludzi. 4-5 osób na zmianie przy zaplanowanych 9 to codzienny standard, a pracy jest tyle samo.
Sama produkcja jest strasznym miejscem, które swoją ciasnotą przytłoczyła by nawet przysłowiowego słonia w składzie porcelany. To miejsce w którym wytwarza się tak ogromne, grube miliony, a jednocześnie jest tak do tego nieprzystosowane, że to aż straszne. Codziennie trzeba się przeciskać między zbiornikami, korytarze są nimi zawalone bo nie ma miejsca na ich składowanie, niektóre pomieszczenia są tak małe, że dwóch operatorów może się tam wręcz o siebie ocierać przez kilka godzin, pełno węży leży na podłodze albo wisi na holderze, gdzie można się łatwo o to potknąć (tak, BHP to kolejny dział na poziomie rowu mariańskiego. Zobaczy się ich na obchodzie tylko po jakimś zdarzeniu, ale takie drobne urazy nawet nie są już zgłaszane, bo później wstyd czytać o uderzeniach w głowę czy łokieć na rozsyłanych raportach do całej firmy). Materiały trzymane są gdziekolwiek jest na to w danej chwili miejsce, bo na pewno nie na wózkach, bo jest ich za mało, a stoły są zawsze niedostępne. Co się dziwić w sumie, jeśli przy jednym stanowisku powinno być otwarte minimum 6 instrukcji na raz, a drukarki do SAP i LIMS zawalają połowę dostępnego miejsca. Sprzęty to też loteria. Będzie jedno urządzenie działające na dwa pomieszczenia? Czy żaden wealder albo sealer się dzisiaj nie popsuje? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że każdy o tym wie, każdy to widzi i już każdy to zaczął akceptować.
Wracając jednak do pracy na produkcji. Poza ciasnotą, ciągłą presją czasu przez opóźnienia, stały brak ludzi to większości przerwy poświęcane są na robienie komentarzy, raportów, czegokolwiek związanego z papierami. No bo nie ma na to czasu będąc na strefie. Jeszcze warto wspomnieć o odpowiedzialnościach. Ktoś kto sobie teraz siedzi w biurze, popija kawkę i czyta ten wpis to może sobie pomyśli , że to on ma źle, że ma tyle roboty i ogólnie są bardziej biedni, bo mają jakiegoś excela na asap (założę się, że i tak się finalnie nie przyda). Jednak przez żaden dział nie przechodzi taka odpowiedzialność jak na produkcji, UR czy KJ, którzy ciągną to wszystko jak woły (jeśli w tym momencie ktoś z innego działu się obruszyl, bo usłyszał kiedyś "wszyscy jesteśmy tego częścią na równo" to propaganda i korpo gadki się udały ((To chyba moja ulubiona gadka zaraz po tym, że zdrowie pacjenta jest na pierwszym miejscu)). To przez nasze ręce wszystko pójdzie albo w kanał albo na rynek. A niech teraz się coś zepsuje albo operator pomyli. Przez ciągłe przepracowanie, ciągły stres, ciągle zmęczenie, ciągły natłok nadmiaru obowiązków to my mamy przyjemność generowania odchyleń i bycia w ciągłym poczuciu beznadziei. A kiedy reszta się bawi na imprezach firmowych (ostatnia była przednia, nie zapomnę jej nigdy), stoi w kolejkach po lody, jakieś inne kwiatki czy miodki z okazji udanego audytu, debatuje na spotkaniach jakie to kolejne kroki milowe nie zostały poczynione i spijają śmietankę, gibią się przed monitorami na jakiejś "jodze w biurze" czy chodzą na masaże kręgosłupa lub innych nadgarstków od klikania w myszkę ... to ktoś, tam na dole, urabia się po pachy za pięciu. Non stop. Przy ciągłej produkcji i niewyobrażalnym stresie.
Ale żeby nie było, że firma jest taka beznadziejna. Doświadczenie wyniesione z tej firmy w postaci odporności na stres oraz poczucie własnej wartości jest później naprawdę godne wpisania do CV. Szkoda tylko, że najpierw wymaga to wbicie w ziemię pracownika.
Psują się też ciągle automaty z kawą, ale to żadna strata, ponieważ kawa jest wręcz paskudna. A (usunięte przez administratora) w kuchniach na nocy lub weekendach jest nie do opisania."