ekscelencja05.11.2023 19:14
Były pracownik
Jeśli podsumować służbę cywilną, a właściwie pracę w jednym z wydziałów, sekcji rozliczeń: usiądź i poczekaj, aż Ci pomysł na aplikowanie przejdzie. Naprawdę, oszczędzisz sobie niepotrzebnych nerwów, nieprzespanych nocy oraz rozregulowania cyklu, jeśli akurat jesteś kobietą.
Trafiłam do radosnego pokoiku, gdzie docelowo miały siedzieć 4 osoby: policjant przybiurkowy, laska zajmująca się poniekąd ubezpieczeniami, ja oraz "komendantka" - rycząca pięćdziesiątka, która w pierwszej godzinie wątpliwej znajomości próbuje zrzucić na ciebie swoje obowiązki, bo jest tak zarobiona roznoszeniem plotek w tempie, w jakim Covid rozwalał Włochy w roku pandemicznym, że na robotę czasu nie ma. "Komendantka" cały czas zakrywa się tym, że przepracowała w komendzie dwie dekady i zdążyła wypracować sobie takie plecy wszędzie, że dziwne, że jej komendantem nie wybrali.
Owa "komendantka" miała niższe stanowisko ode mnie, ale próbowała rządzić w momencie, gdy wszyscy o dłuższym stażu już się katapultowali. Nie podpasowało jej, że ja nie miałam zamiaru grać na jej zasadach - nie chciałam iść na piwo, gdzie "komendantka" miała doprowadzić się do takiego stanu upodlenia, że siadałaby losowym mężczyznom na kolanach (bo sorry, ale to nie mój poziom dyskutanta), nie robiłam za nią roboty i nie przejmowałam się tym, że nie zadzwonił do niej synuś. Miałam własne problemy, znacznie poważniejsze od tego, że "komendantka" nie umie skorzystać z P+R lub że wybiera się na pogrzeb kogoś, kogo ledwo zna (o czym terkotała jakoś z tydzień, po czym stwierdziła, że jednak nie idzie). W swoje problemy jej nie wtajemniczałam, bo nie miałam chęci, by cała komenda się dowiedziała o tym, co się dzieje u mnie w rodzinie. Wtajemniczył ją koordynator (dzięki), przez co "komendantka" wycierała sobie przez jakiś czas moją sytuacją - do czasu, gdy do pokoju rekrutował nowy pracownik. Wtedy zaczął się festiwal pomówień - że człowiek z wykształceniem ekonomicznym i licznymi branżowymi kursami nie ma kompetencji, by rozliczyć fakturę - oczywiście syczała to "komendantka" z wykształceniem pedagogicznym (sic!).
Problemy sygnalizowałam koordynatorowi, który bagatelizował, że "komendantka" jest infantylna, że ona tak ma, że taka jest, bo (tu następowało zdrobnienie imienia) pracuje, tylko ma mniej, bo posądziła kiedyś koordynatora o (usunięte przez administratora) ale reszta zespołu się za koordynatorem wstawiła. Czyli nic. Rozmowy z zastępcą naczelnikia skutków większych nie przyniosły - "komendantka" dalej czuła się bezkarna, a gdy poczuła się "niedoplotkowana" i w jej życiu zabrakło wrażeń, oskarżyła nowego pracownika o rozsiewanie plotek na jej temat. Żałosne.
Czy sytuacja ulegnie kiedykolwiek zmianie? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Gdybym chciała pracować w przedszkolu dla dzieci ze specjalnymi potrzebami, poszłabym na pedagogikę.
Także za atmosferę totalne 0/10.
Wynagrodzenie niskie na tle tego, co proponuje sektor prywatny.
Jeśli zatrudnisz się po 1.06, nie dostaniesz premii na Święto Policji (kiełbasy wyborczej też nie dali, bo miałam "absencję" powyżej 90 dni - czyli nie zatrudniłam się przed końcem marca - komedia).
Nie polecam.