Początkowe wrażenia były całkiem fajne, widać było zaangażowanie i troskę koleżanek i kolegów o dobre "wprowadzenie" do obowiązków. Niestety, już na tym etapie widać było pewne problemy - twoja praca bardzo łatwo może stać się obiektem kaprysu osób z biur lokalnych (rozsianych po Europie) Baina. Nie ma w ogóle konkretnych kryteriów oceny pracy, jest to czysto uznaniowe "lubię ją/go" lub "nie lubię jej/go", bez konieczności podawania uzasadnienia. A to sprawia, że możesz robić coś dokładnie tą samą metodą i dostać pochwałę w jednym roku, ale w następnym za dokładnie to samo (sic!) dostać naganę. Wystarczy, że zmieni się koordynatorka/koordynator z którym się współpracowało - kaprys takiej nowej osoby w zasadzie przesądza o ocenie, nawet jeśli wykonuje się cały czas te same obowiązki i nie ma fizycznej możliwości (ani przyzwolenia ze strony biur lokalnych/przełożonych) na zmiany w tej materii.. Przełożeni na dobrą sprawę nie mają specjalnie pomysłu na ten problem - zdaje się, że niezależnie od działu, w pełni akceptują ten model.
Dyrektor biura sprawia wrażenie miłego człowieka, ale nie bardzo ma pomysł na wprowadzanie rzeczywistych zmian w życie firmy, słyszałam o wielu sygnalizowanych problemach (np na zebraniach biura), ale nie uświadczyłam ich rzeczywistego rozwiązania.
W wielu sprawach panuje fałszywy consensus, niby panuje polityka otwartości, ale okazuje się, że zaprezentowanie innego punktu widzenia jest zbywane albo uśmiechem i wytłumaczeniem, dlaczego nie da się tego zmienić (wariant pozytywny), w innym przypadku doszło do naprawdę kuriozalnego toku wydarzeń - lokalna koordynatorka nie odpowiedziała nigdy na feedback (napisany rzeczowo i w uprzejmy sposób), tylko poszła z nim ze "skargą" do przełożonej (sic!).
Podjęłam w końcu decyzję o rezygnacji jakiś czas temu. Obecnie oceniam tę decyzję pozytywnie, zapowiadało się z początku obiecująco, ale relatywnie szybko przyszła świadomość, jak wiele rzeczy nie funkcjonuje tu dobrze.