Proces rekrutacyjny do Terrepower na początku zapowiadał się naprawdę dobrze. Rekruter z firmy zewnętrznej był bardzo dokładny, szczery, profesjonalny i regularnie przekazywał mi wszystkie posiadane informacje. Również same rozmowy z przedstawicielami Terrepower przebiegały na wysokim poziomie. Osoby uczestniczące w spotkaniach były miłe, dobrze przygotowane i mocne merytorycznie. Tym bardziej rozczarowujące okazało się to, jak firma potraktowała mnie na końcowym etapie.
Terrepower tworzył w Polsce nowe struktury i nie posiadał jeszcze własnego działu HR, dlatego proces był obsługiwany przez firmę zewnętrzną. Przez cały czas otrzymywałem informację, że jestem głównym kandydatem. Byłem także jedyną osobą zaproszoną na finałową rozmowę z VP HR Partnerem i VP Finance. Wszystko wskazywało więc na to, że proces zmierza do konkretnej decyzji.
Ponieważ zależało mi właśnie na tej ofercie, przesuwałem terminy innych rekrutacji i wstrzymywałem się z podejmowaniem decyzji dotyczących pozostałych propozycji. Robiłem to w oparciu o przekazywane mi zapewnienia i kolejne terminy, w których Terrepower miał przedstawić ostateczną decyzję.
Początkowo poinformowano mnie, że opóźnienie wynika z problemów związanych z tworzeniem struktury działu finansowego i że muszę jeszcze poczekać. Później pojawiła się informacja, że rozważane jest przeniesienie stanowiska poza Polskę. Terminy decyzji były jednak stale przesuwane, a cały okres oczekiwania przekroczył miesiąc. W tym czasie nadal słyszałem, że pozostaję głównym kandydatem.
W pewnym momencie ciągłe zwodzenie i przesuwanie terminów stało się zwyczajnie irytujące. Przyjąłem więc inną ofertę pracy i wyznaczyłem Terrepower konkretny, ostateczny termin na podjęcie decyzji. Dopiero wtedy otrzymałem informację, że firma zdecydowała się obsadzić stanowisko wewnętrznie osobą z obszaru IT.
Oczywiście każda firma ma prawo wybrać dowolnego kandydata albo zmienić swoją koncepcję organizacyjną. Problemem nie jest sam fakt, że mnie nie zatrudniono. Problemem jest sposób, w jaki przez ponad miesiąc podtrzymywano moje przekonanie, że jestem głównym kandydatem, jednocześnie stale przekładając decyzję i przedstawiając kolejne wyjaśnienia.
Całość sprawiała wrażenie celowego trzymania mnie jako opcji rezerwowej — „asa w rękawie” na wypadek, gdyby inne rozwiązanie nie wypaliło. Jeżeli faktycznie rozważano kandydata wewnętrznego, należało uczciwie to zakomunikować, zamiast mydlić mi oczy i pozwalać, żebym podporządkowywał temu procesowi inne rekrutacje. Szacunek w tej sytuacji zniknął a pojawiła się bezwzględna i bezczelna manipulacja.
Odniosłem również wrażenie, że w bardzo złej sytuacji postawiono samego rekrutera z firmy zewnętrznej, który zachowywał się wobec mnie profesjonalnie i najprawdopodobniej przekazywał jedynie informacje otrzymywane od Terrepower. Wyglądało to tak, jakby również on nie był świadomy, co faktycznie dzieje się wewnątrz firmy i jaką decyzję ostatecznie planuje podjąć Terrepower. Można domyślać sie jedynie że skoro kandydatów trzymali w tajemnicy to i rekrutera też (bardzo podwórkowe zachowanie)
Na zewnątrz firma tworzyła pozory świetnie zorganizowanego, profesjonalnego procesu, ale sposób prowadzenia końcowego etapu pokazał zupełnie inne podejście do kandydata. Poświęcony czas, zaangażowanie oraz wpływ tej sytuacji na moje pozostałe rekrutacje najwyraźniej nie miały większego znaczenia.
Same rozmowy i poziom merytoryczny uczestniczących w nich osób oceniam bardzo dobrze. Organizację procesu, komunikację i szacunek do czasu kandydata — fatalnie. Po wszystkim pozostał ogromny niesmak i, mówiąc wprost, smród.