Pojechałem kiedyś do Piotrkowa na rozmowę na stanowisko "Specjalista ds. zgód wodnoprawnych". Byłem zdziwiony że zadzwonili, ponieważ nie miałem pojęcia chociażby o Kodeksie Postępowania Admistracyjnego, ale pomyślałem że przecież nikt mnie nie ugryzie jak CV złożę, a jak pojadę to przynajmniej będę mógł się wypowiedzieć.. Z wodą i ściekami, z ochroną środowiska jak najbardziej do czynienia miałem. Nauka mi ciężko nie przychodzi, więc pojechałem na rozmowę. Wziąłem urlop, pojechałem w dwie strony 120 km, nawet za parking zapłaciłem obok bo był płatny. Rozmowa z wyperfumowaną Panią Prezes oraz jeszcze dwiema osobami, których stanowisk nie pamiętam. Pojechałem tam jako osoba zarabiająca wówczas około 3500 zł netto, co myślę można było wywnioskować z mojego CV, dodatkowo jako osoba zamieszkująca 60 km od Piotrkowa. Nie brałem pod uwagę tego że w razie czego otrzymam auto służbowe czy mieszkanie - raczej ze musze wliczyć koszty do wynagrodzenia, w związku z tym żeby mi się opłacało zmienić pracę i po odliczeniu koszów żebym jakoś minimalnie był zadowolony powiedziałem 5000 zł netto. Myślałem że mnie we trójkę zjedzą wzrokiem. Dowiedziałem się że tyle to u nich kierownik zarabia. Szukali wolontariusza jak się okazało. Rozmowa i pytania dające kandydatowi do zrozumienia że ma zaszczyt być w takiej firmie. Niektórym dalej się wydaje że państwówka to nie wiadomo co. Szkoda mojego czasu. We trójkę mogli usiąść przy tym CV i się nie wygłupiać - nie dzwonić i nie zabierać mi mojego cennego czasu i pieniędzy.