Agencja Feeders dawała wielką nadzieję na coś nowego i świeżego w branży. Zaczynając pracę byliśmy pełni optymizmu i chęci, wydawało nam się, że tworzymy wspólnie coś ważnego i staramy się zmienić znaczenie przekazów reklamowych oraz to, co branża daje od siebie. Po kilku miesiącach okazało się, jak bardzo się myliliśmy.
Nie będę się rozpisywać na temat kwestii formalnych i podejściu do pracownika, ponieważ sądzę, że większość firm w tej branży oferuje jedynie rozliczenia na podstawie śmieciówek lub B2B, dając tylko pozornie wrażenie, że ma się prawa zbliżone do pracowników zatrudnionych na umowie o pracę. To, że przez wiele miesięcy pracowaliśmy właściwie bez żadnych umów też nikogo raczej nie zdziwi. Pewnie nie jest także szokujący fakt, że po wielu miesiącach próśb o jakiekolwiek umowy, podsunięto nam do podpisania dokumenty, które były bardzo niekorzystne dla pracowników i absolutnie nieakceptowalne.
Drugą istotną kwestią jest work-life balance. Jeśli chcesz mieć jakiekolwiek życie poza pracą, to ta firma zdecydowanie nie jest dla Ciebie. Wielu pracowników ledwo funkcjonowało, starając się dowozić wszystkie powierzone zadania. Na co dzień, nie ma nawet cienia zrozumienia dla jakichkolwiek słabości - jeśli Ci nie idzie i się nie wyrabiasz, to natychmiast szuka się problemu w Tobie, a nie w organizacji pracy agencji. Nie ma tu miejsca na otwarte rozmowy, szefowie niestety nie potrafią wprost artykułować swoich rzeczywistych oczekiwań i w momencie, gdy coś jest nie po ich myśli - zaczynają szukać sobie rożnych powodów, by się do Ciebie przyczepić albo wręcz się obrażają. Praca w weekendy i wieczorami, jest tutaj na porządku dziennym. Teoretycznie jest możliwość odebrania nadgodzin, ale tak naprawdę nigdy nie ma na to czasu i okazji, a nadgodziny tylko się potęgują. Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że teamom przydziela się kilku klientów na raz, ale większości z nich wydaje się, że ma dedykowany zespół.
Kolejna kwestia do podejście do projektów. Celem nadrzędnym jest wygrywanie nagród oraz konkursów, presja nakładana na kreację jest ogromna. W zasadzie wszystkim narzuca się chore cele - poprzeczka dla kreacji jest zawieszona bardzo wysoko, ale również od Client Service oczekuje się często niemożliwego, nie ma poszanowania ani dla czasu ani dla fundamentalnego komfortu pracy. Z czasem widać było, że kluczowa dla wszystkich jest maksymalizacja efektywności pracy, a nie "realizacja ciekawych projektów w fajnej atmosferze". Gdy komunikowaliśmy, że nie jesteśmy w stanie tak pracować, słyszeliśmy na przykład, że i tak siedzimy w domu, więc możemy pracować do wieczora. Jakiekolwiek sygnały, że praca w takich warunkach to przesada, były odbierane jako marudzenie i miganie się od pracy. Dodam, że naprawdę mówimy tu o pracy w późnych godzinach wieczornych oraz bardzo często w weekendy.