Chodzi o sklep przy ul. Odkrytej 31 w Warszawie.
Po zmianie właściciela od dwóch tygodni zauważyłem spadek kultury, a mianowicie:
ekspedientka nie ma czasu dla klienta, tylko dla bandytów, którzy zaczepiają klientów i nawet grożą wywiezieniem nad Wisłę. Taki przypadek spotkał mnie wczoraj, gdy zapłaciwszy za zakupy przy kasie bandyta kazał (usunięte przez administratora), gdyż ekspedientka chce kupić samochód i nie mają czasu (podejrzewam, że chodziło mu o czas na pracę)...
Po jednodniowym śledztwie okazało się, że cała rodzina właściciela to "taki przypadek". Mówią o tym nawet inni właściciele pobliskich sklepów.