Była pracownica sekutnica 27.01.2026 20:05
Były pracownik
Zacznę od wyrażenia niesamowitej satysfakcji z powodu pojawienia się różnych opinii na gowork tej firmy. Od bardzo długiego czasu chciałam opisać moje wrażenia z pracy w Mandel ale nie chciałam być "tą pierwszą', chyba ich manipulacje i mobbing mocno zakorzeniły się w mojej głowie.
W mandel miałam okazję pracować już kilka lat temu. Wytrzymałam rok i z perspektywy czasu naprawdę sama się sobie dziwę jak to zrobiłam. Wszystkie komentarze o obowiązkach typu "sprzątaczka, magazynier, obsługa klienta i złota rączka" są jak najbardziej prawdziwe. Widzę, że od tych paru lat nic się nie zmieniło. Atmosfera w pracy to był prawdziwy koszmar. Odpisywanie na wiadomości na grupowym czacie i telefony w godzinach 12:00 w nocy, czy na urlopie to była norma. Terroryzowanie pracowniczek i doprowadzanie ich do płaczu bo ktoś przykładowo nie odesłał torebki do szwalni. Byli też tacy, którzy świetnie nauczyli się funkcjonować w takim środowisku poprzez stworzenie wyimaginowanego wyścigu szczurów i donoszenia na siebie (pozdrawiam koleżankę H. :)).
Właścicielka wpadała do butiku jak huragan, robiła syf, coś rzuciła, pozmieniała rytm dnia i wypadała. Po tych wizytach dzień był rozwalony. "Menadżerka", czyli dziewczyna, która po prostu pracowała chwilę dłużej od reszty to zakompleksiona terrorystka, która uważała, że ta praca to jej życie. Tak chciała zaprzyjaźnić się z właścicielką, jakby ta niemalże miała jej przepisać udziały.
Uwielbiałam również jak wpadali "znajomi" właścicielki po odbiór darmowej torebki. Obcesowi, chamscy, traktowali pracowników jak śmieci. A najlepiej jak przychodzili 5 min przed zamknięciem :).
Obgadywanie pracowników głównie przez menadżerkę i właścicielkę to był standard. Po zatrudnieniu nowej dziewczyny, stwierdziły, że skoro ta na razie wolno się rusza i jeszcze nie nauczyła się wszystkich standardów to UWAGA ma AUTYZM.... brak słów.
Przy samym rozstaniu się z firmą, gdy uprzedziłam ją odpowiednio wcześniej, ba nawet zostałam na okres świąteczny żeby nie zostawić ich na lodzie. Po tym zostałam potraktowana jak najgorszy zdrajca. Dosłownie tydzień przed zakończeniem umowy, właścicielka poinformowała mnie, że zjawi się jej znajomy odebrać torebkę. Czekałam cały dzień ale nikt nie przyszedł. 5 minut przed zamknięciem byłam już gotowa do wyjścia (nic się tego dnia nie działo). Przy wychodzeniu rozległ się domofon. Nie odebrałam go, bo musiałam wyjść o czasie, a wiadomo, że nie zdążyłabym obsłużyć klienta. Okazało się, że był to znajomy po darmową torebeczkę :))). Wiem, bo wparował do sklepu a za nim wspomniana już menadżerka, drąc się na mnie, że miałam szczęście, że ona była w pobliżu (ten fakt akurat trochę śmierdzi i wyglądał na ustawkę). Oczywiście po tym zostałam zwolniona o tydzień wcześniej, niż planowałam.
Aha dodam jeszcze tylko, że szefowa ma kamery na zapleczu i obserwuje pracowników. :)
Także, chyba jednak firmy nie polecę. A jeżeli ktoś z obecnej załogi to czyta (na pewno, bo czytanie o sobie i ciągłe porównywanie się z Chylak to ich obsesja) to serdecznie nie pozdrawiam.
xoxo