Przestrzegam przed pracą we włoskiej "restauracji" na Szafarni w lokalu po Delmonico in cut. Manager – bo o nim mowa – to człek WYBITNY, do tego stopnia, że jak byłeś wszędzie i widziałeś wszystko, to on ci pokaże, że jednak nie. Nauczy cię, jak ma stać kelner, nauczy cię, że serwis to coś, co robi się wtedy, jak jest mniejszy ruch, albo nie ma nikogo, bo nawet jak masz czas, to nie masz czasu, bo musisz polerować ściany w WC. Nauczy cię, jak myć wiaderko i mopy po innych – i koniecznie w gorącej wodzie bez rękawiczek w domestosie.
Nauczy cię, że rozmowa z gościem to karygodny grzech i że nawet jak masz czas, to nie masz czasu, bo trzeba myć karty menu i stać – ale tak, jak życzy sobie manager.
Do tego – napiwki 2% od obrotu – cały dzień harujesz, masz non stop angielskojęzycznych, którzy jak wiemy hojni nie są (serwis od 6 osób), robisz 5000 obrotu, trafiasz na koniec 2 stoły, zostawiające 150 zł – manager stojący obok ciebie zabiera ci 100 zł, żebyś nie oszukał kuchni i baru – zostaje co 50 zł i ok. 15 km w nogach...
Do tego nie daj borze, jeśli jesteś wierzący – manager jest niewierzących, więc twoja wiara jest wystawiona na ciężką próbę.
Jeśli masz rację – tam nie masz racji. Tam manager to buk, opoka wiedzy, no i jest najważniejszy, bo płaci – a jak się zwolnisz, to okazuje się, że właściciel jednak płaci, a że ta mała tłusta kreatura trzyma palec głęboko, to pieniędzy nie zobaczysz...