Miejsce jest piękne i pracować w takim otoczeniu byłoby naprawdę fajnie, gdyby nie… no właśnie — sposób traktowania pracowników i warunki pracy.
Pracowałam na zmywaku. To, że pracuje się od 16:00, czasem od 17:00 do 5:00 rano, to jeszcze można przeżyć. Problem w tym, że przez cały ten czas zasuwasz praktycznie bez przerwy.
Do obowiązków należy oczywiście zmywanie naczyń wszelkiej maści i ciągłe targanie ich z okienka, gdzie zostawiają je kelnerzy. Ale to, że w trakcie pracy nagle dochodzą deserki, szkło od barmanów i Bóg wie co jeszcze, bo nikt wcześniej nie raczy o tym powiedzieć, to już zupełnie inna bajka.
Do tego zmywak ma pod opieką WC męskie, damskie oraz dla osób z niepełnosprawnościami. Na koniec oczywiście trzeba jeszcze umyć podłogę mopem, który trzeba ręcznie wyciskać, bo nie ma nawet wiadra z wyżymarką. Czyli po 12–13 godzinach pracy człowiek zamiast kończyć zmianę, jeszcze leci na szmacie.
Mówią, że jedzenie jest i wszystko jest zapewnione. W praktyce to, czy coś dostaniecie, zależy od humoru kelnerów — może ktoś się Wami zainteresuje, a może nie — oraz od kuchni. Generalnie jesteście zostawieni sami sobie.
Nie wspominając już o sytuacji, kiedy zepsuje się zmywarka na Wozowni. Wtedy wszystko zostaje przynoszone na zmywak na głównej hali i radź sobie człowieku.
Obecna stawka to 400 zł za nockę. Jeśli ktoś naprawdę nie ma wyboru, można się przemęczyć, ale na dłuższą metę zdecydowanie nie polecam. Po takiej pracy człowiek i tak potrzebuje dwóch dni, żeby dojść do siebie, a kręgosłup po prostu wysiada.
Jest też kwestia organizacji wesel. Ludziom mówi się, że będą mieli obiekt na wyłączność i za to płacą, a później nagle obok, na Wozowni, pojawia się drugie wesele. Słabo.
Najbardziej zapadły mi w pamięć słowa jednej z osób z kuchni: „Tu się o ludzi nie dba”.
I niestety trudno się z tym nie zgodzić.
Nie polecam.