To była najgorsza wizyta lekarska w moim życiu. Tłumacząc swoje objawy, lekarz od początku patrzył na mnie z góry jak na idiotę. Wydawało się, że wie lepiej jak się czuje. Gołym okiem widziałem w lustrze ropę na migdałkach, gdzie on próbował mi wmówić że wszystko jest okay. Na moje wytłumaczenie, że chce spróbować innego antybiotyku bo poprzedni został mi przemiany w zbyt małej dawce na 7 dni kuracji 2 razy dziennie zamiast 3 razy dziennie przez dziesięć dni zaśmiał się i stwierdził, że nie jest mi potrzebny żaden antybiotyk. Ale skierowanie do laryngologa już wystawił? Gdzie w tym sens? Jego ton głosu wydawał się być niezwykle chamski, jakby patrzył na pacjenta z góry. Dodatkowo przy sprawdzeniu ciśnienia zaczął komentować blizny, które mam na ramieniu jakby była to jego sprawa. Tak nieprofesjonalnego podejścia do pacjenta w życiu nie doświadczyłem.
Kilka godzin później poszedłem do szpitala na konsultacje i w końcu dostałem te cholerne leki. Okazało się że migdałki są w opłakanym stanie, węzły chłonne powiększone i bez antybiotyków się nie obejdzie.
Jeśli tak wygląda służba zdrowia w Polsce, to dziękuję bardzo, bo po wizycie moje samopoczucie było o wiele gorsze niż przed nią.