Czytałem recenzje i nie wierzyłem, że w firmie zatrudniającej kilkadziesiąt osób praca zaczyna się bez podpisania umowy.
Poszedłem do pracy jako kafelkarz (mając ponad 15 lat doświadczenia w pracach wykończeniowych), a pierwszego dnia zaangażowałem się w naprawianie cudzej pracy, jednocześnie słuchając uwag, jak źle myję podłogę, źle noszę wodę, źle pracuję, źle czyszczę szwy w płytce z wysuszonego kleju, podczas gdy szwy nie były odkurzane nawet przed fugą. Na moje pytanie «czy na budowie jest odkurzacz», była odpowiedź, że «nie ma odkurzacza».
Przez cały dzień mówiono mi, że robię jedną rzecz przez długi czas, a potem robię to zbyt szybko, w rezultacie sam "doświadczony kafelkarz" wykonał szwy na płytce tak, że ja potem siedziałem i naprawiałem otwory w szwach, które okazały się spowodowane silnym zwilżeniem szwów. Przez cały dzień ani jednej minuty nie odpoczywałem, dla mnie to norma, nawet nie poszedłem na przerwę. W ten sposób znalazłem się nieodebranym i złym pracownikiem.
Drugiego dnia zacząłem pracować z innym "doświadczonym pracownikiem", wszystko się powtórzyło. Najpierw pracuję "wolno", potem "szybko", potem ogólnie źle, bo trzeba wolniej. Ponieważ nie było pracy kafelkarza, wysłano go do malowania ścian, okazało się, że nie ma narzędzia do malowania. Znowu "doświadczony malarz" zaczął krzyczeć, "nie potrzebuję go" , ponieważ nie było dla nich zbyt wiele pracy.
Co w końcu:
- spędzone dwa dni życia
- praca zamiast kafelkarza, pomocnik, obsługa "doświadczonych pracowników"
- brak pracy
- brak wymaganego narzędzia
- brak kompetentnego kierownika w obiekcie
- kiepska atmosfera pracy
W obiekcie jest nadmiar pracowników, brygadzista nie może nic zdecydować (pół dnia decydował o tym, jak otworzyć drzwi do pomieszczenia, w którym trzeba było wyczyścić płytki i szwy), na budowie potrzeba nie specjalistów, ale pomocników, którzy zgadzają się pracować bez umowy.