Jest jak napisał @Sickboy, tzn przyjmują cię na stanowisko np spawacza lub operatora koparki, a pracujesz głównie na łopacie. "Prezes" po prostu kalkuluje, że lepiej mieć na łopacie kogoś z uprawnieniami niż typowego "łopaciarza", bo raz na pół roku możesz mu się przydać jako spawacz czy operator.
Atmosfera fatalna ze względu na gościa nazywanego "uchem prezesa", który nie rozlicza cię z tego co robisz, co potrafisz, tylko czy włazisz mu w tyłek. Razem z "prezesem" tworzą duet w stylu Dyzma - Kunicki. Możesz być super pracownikiem jednak "ucho" i tak bezzasadnie zszarga ci opinię, bo nie latasz do niego z donosami na kolegów. "Prezes" nie sprawdza wieści od "ucha", bo jest w niego wpatrzony jak w święty obrazek, mimo że "ucho" ma blade pojęcie o robocie. Typowy konfident, szczujący, wymyślający niestworzone historie itd. Weźmiesz dzień wolnego z powodu bólu zęba lub załatwienia sprawy osobistej, to poleci do prezia z info, że pewnie zachlałeś albo nie chce ci się pracować.
Jeśli chodzi o płace, to wielki problem żeby przelać kasę na konto. Najchętniej pieniądze prosto do łapy. Oficjalnie jesteś zatrudniony na najniższą krajową lub niewiele więcej, a prawdziwa wypłata "pod stołem". Duża rotacja pracowników. Część wywalana ze względu na konfidenctwo "ucha", część jak wspomniałem, odchodzi sama, bo są fachowcami z doświadczeniem i uprawnieniami, a praca głównie na łopacie itp.
Raczej nie polecam, ale co kto lubi. Być może są tacy, którzy odnajdą się w takich warunkach.