Jestem po rozmowie i powiem szczerze: lekko naprawdę nie było. To była chyba jedna z trudniejszych rozmów rekrutacyjnych, na jakich byłam, a kilka rozmów w innych kancelariach już mam za sobą. Tutaj od razu było widać, że to nie jest rekrutacja na zasadzie „złapmy kogokolwiek do roboty”, tylko bardzo mocno patrzą na jakość kandydata, sposób myślenia i to, czy ktoś faktycznie rozumie prawo w praktyce.
U mnie rozmowa była prowadzona przez kilka osób z kancelarii. Była osoba od HR, była też osoba, która ewidentnie obserwowała bardziej zachowanie, reakcje i sposób odpowiadania, coś jak psycholog albo ktoś od oceny kompetencji miękkich, oraz była prawniczka z dziedziny, z której byłam przepytywana merytorycznie. I to robiło dużą różnicę, bo nie była to zwykła rozmowa jeden na jeden, tylko raczej taki panel, gdzie każda osoba patrzyła na coś innego.
Fajnie że jasno i klarownie zidentyfikowali, że są 3 etapy tej rozmowy. Najpierw jest część bardziej HR-owa, czyli doświadczenie, organizacja pracy, podejście do terminów, stresu, pracy z klientem i tego, jak człowiek funkcjonuje w kancelarii. Później drugim etapem jest rozmowa z przyszłym bezpośrednim przełożonym partnerem oddziału, a na końcu, z tego co zrozumiałam, dochodzi etap trzeci czyli z partnerem oddziału i partnerem zarządzającym. Całość jest więc raczej podzielona na kilka poziomów i z każdym kolejnym etapem robi się bardziej konkretnie.
Co ważne, pytania nie były tylko z jednej dziedziny prawa. Przewijał się cywil, procedura cywilna, umowy, odpowiedzialność stron, pełnomocnictwa, terminy, sprawy gospodarcze, trochę praktyki sądowej i ogólnie praca na dokumentach. Ale moim zdaniem najważniejsze nie było samo „czy znasz przepis”, tylko czy umiesz się przez te przepisy przebić, połączyć fakty, wyłapać problem i pomyśleć, jak realnie wybronić sprawę klienta.
Momentami miałam wrażenie, że to był taki ostrzał pytań krzyżowych. Jedna odpowiedź od razu prowadziła do kolejnego pytania, potem do następnego, potem ktoś wracał do tego, co powiedziałam wcześniej, i sprawdzał, czy się nie plączę. Nie chodziło tylko o to, żeby odpowiedzieć „ładnie”, ale żeby odpowiedź trzymała się logicznie od początku do końca. Jak ktoś mówi ogólnikami albo próbuje udawać, że coś wie, to moim zdaniem bardzo szybko to wychodzi.
Bardzo mocno sprawdzali, czy kandydat ma tylko wiedzę teoretyczną, czy rzeczywiście rozumie praktykę. Były pytania w stylu: co byś zrobiła, gdyby klient przyniósł taki dokument, gdyby termin był krótki, gdyby w aktach czegoś brakowało, gdyby druga strona próbowała wykorzystać lukę, gdyby trzeba było szybko znaleźć argument, który ratuje sprawę. I tu nie wystarczało rzucić nazwą przepisu. Trzeba było pokazać tok myślenia. Naprawdę pytania konkret i trzeba było się trochę napocić, żeby sensownie odpowiedzieć.
Miałam też wrażenie, że stosują techniki, które spotyka się raczej w dużych firmach albo bardzo profesjonalnych kancelariach typu realne case study, pytania sytuacyjne, dopytywanie pod presją, wracanie do wcześniejszych odpowiedzi, sprawdzanie spójności wypowiedzi, analiza reakcji na stres i takie trochę „rozbieranie” odpowiedzi na części pierwsze. To nie było nieprzyjemne w sensie personalnym, ale było bardzo wymagające.
Najbardziej charakterystyczne było to, że jedna osoba zadawała pytania, druga dopytywała o szczegóły, a ta osoba od obserwacji praktycznie się nie odzywała, tylko patrzyła, słuchała i notowała. To trochę stresuje, bo człowiek ma świadomość, że oceniane jest nie tylko to, co mówi, ale też jak reaguje, czy zaczyna się gubić, czy zmienia wersję, czy potrafi przyznać, że czegoś nie wie, ale logicznie wskazać, jak by to sprawdził.
Duży nacisk był też na logikę. Nie tylko prawo dla samego prawa, ale normalne myślenie: gdzie jest problem, gdzie jest ryzyko, gdzie jest słaby punkt drugiej strony, co można udowodnić, czego nie można, czego brakuje w dokumentach, co powiedzieć klientowi, a czego absolutnie nie obiecywać. To mi się akurat bardzo podobało, bo widać było, że oni szukają osoby, która nie będzie tylko mechanicznie pisała pism, ale będzie potrafiła realnie analizować sprawę.
Pani Dominika prowadziła rozmowę bardzo konkretnie. Nie nazwałabym tego niemiłą rozmową, ale na pewno nie była „na luzie”. Bardziej taka rozmowa, gdzie trzeba być skupionym od początku do końca, bo każde zdanie może pociągnąć kolejne pytanie. Jeżeli coś powiedziałam zbyt ogólnie, od razu było dopytanie o przykład albo o praktyczne zastosowanie.
Ogólnie: duży szacun, bo rozmowa była trudna, momentami naprawdę wymagająca, ale jednocześnie bardzo profesjonalna. Było widać, że mają poukładany proces i że chcą sprawdzić człowieka z kilku stron: wiedzę, logikę, odporność na stres, praktyczne podejście, komunikację i to, czy kandydat potrafi bronić swojego stanowiska.
Jak mogę doradzić innym to warto przygotować się nie tylko z cywila, k.p.c., umów i podstaw gospodarczych, ale też z praktycznego myślenia o sprawie: jak analizować dokumenty, jak szukać argumentów, jak pilnować