Jeżeli to Renata Gluza, która pracowała w magazynie "Press", to mogę powiedzieć tylko tyle, że to straszna osoba. Cytat z artykułu portalu NaTemat:
"– Przychodziliśmy do pracy o 10, trudno było wyjść przed 20. Jak każdy tam, pracowałam niemal na dwa etaty: pisałam teksty do codziennego newslettera - presserwisu, a do tego jeszcze drukowanego wydania. Wymagano od nas bardzo dużo, mieliśmy być najlepsi, ale zarządzanie redakcją odbywało się przez terror i mobbing. Na porządku dziennym były wrzaski i przekleństwa. Kiedy słyszeliśmy, że Renata Gluza, zastępczyni redaktora naczelnego, wychodzi z pokoju, wszyscy siadaliśmy na baczność – wspomina jedna z dziennikarek miesięcznika.
– Cały czas robisz coś źle. Odchodząc usłyszałem, że przez lata nie napisałem ani jednego dobrego tekstu – mówi inny dziennikarz "Press" i przyznaje, że po tym, jak zwolnił się z miesięcznika, przez długi czas omijał nawet ulice, którymi jeździł do pracy. – Z dziennikarzami, których tam poznałem, spotykamy się do dziś. Często śmiejemy się, że mamy grupę wsparcia po "Press". Ale to taki śmiech przez łzy – dodaje".