Do Pana Doktora Łukasza Obołończyka trafiliśmy z polecenia innej Pani Doktor z racji zdiagnozowania guza przysadki mózgowej u mojego partnera. Po wykonaniu szerszego panelu badań okazało się, że guz jest wydzielniczy i został wdrożony lek obniżający poziom prolaktyny. Po niecałych 3 tygodniach partner z dnia na dzień zaczął się zupełnie inaczej zachowywać, stał się pobudzony, wulgarny i chciał zmieniać całe swoje dotychczasowe życie zawodowe i prywatne. Od razu postanowiłam skonsultować to z Panem Doktorem, który zdiagnozował u pacjenta manię, stwiedził, że cytuje "wyszedł z niego diabeł" i wymaga konsultacji psychiatrycznej, na którą mam go namówić. Jak wiadomo, jest to niewykonalne, gdy osoba jest w manii i czuje się "świetnie". Po kolejnych rozmowach z Panem Doktorem, ostatecznie usłyszałam, że cytuje "pacjent musi sięgnąć dna" i nic nie da się zrobić w tej sytuacji. Pan Doktor kontynuował uporczywą terapię, pacjent chudł w oczach, przestał spać i jeść, zaczął prowadzić nocny klubowy tryb życia. Na wizycie w Wigilie Pan Doktor przekazał pacjentowi zalecenia napisane na kartce, wśród których było "nie kłócić się z żoną, na kolejną wizytę przyjść z żoną, nie jestem groźny". To chyba najlepiej oddaje podejście Pana Doktora do problemów pacjenta, jakby ktoś śmiał się w twarz mi jako partnerce, której zachowanie partnera zniszczyło wieloletni związek. Lekarz, który nie ma empatii i nie wykazuje chęci pomocy w sytuacji, gdy zastosowana przez niego terapia niszczy życie dwojgu ludzi powinien chyba pomyśleć o zmianie zawodu... nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką obojętnością ze strony jakiegokolwiek lekarza!