Zawsze pacjent myśli i tak jest mu wpajane, że się zapobiega chorobom ale pan dr mnie uświadomił, że tak nie jest. Dopóki nie nadaję się na operację mogę dźwigać.
Ot cud. Nie przestanie boleć ale nie nadaję się na operację, więc mogę wrócić do pracy. Zatem nie rozumiem po co tyle leków
? a przy tym pogorszyły się wyniki krwi, po co zastrzyki?, po co sterydy? Po co tyle badań?
Kogo obchodzi ból ? Kogo obchodzi, że uciska na nerwy. Kogo obchodzi historia choroby, kogo obchodzi od ilu lat się z tym zmagam, pigułka i do pracy aż było tak, że kończyny podnieść nie można, odwrócić tylko całym ciałem. Kogo obchodzi jakiś plebs?
Wg pana orzecznika L4 to chyba wakacje, już pacjent długo był. Miarą choroby i bólu jest ilość dni wolnych. Nie należę do najmłodszych osób, a raczej blisko emerytury, ten Pana pacjent nadzwigal się w swoim życiu. Nie była to łatwa i lekka praca. Nie korzystał z wielu lekarzy, nie zawracał
im głowy z byle przeziębienia czy też innych chorób co wyszło na starość a, że po 50-tce się sypło... No sypło bo się nie oszczędzało. Mam prawo jak każdy być zdrowym człowiekiem ( choć to już teraz niemożliwe) jak sam pan powiedział, boleć będzie.
Drugi raz w swoim życiu natrafiłam na zero empatycznego lekarza, podchodzącego do człowieka jak robota.
Szczęściem bylo Pana nie spotykać, że tak powiem w gorszych momentach życia.Jest dużo wspaniałych lekarzy, empatycznych, troskliwych a co ważne kompetentnych na szczescie.Panie doktorze, postukanie 4 razy młoteczkiem i obejrzenie 1 kartki A4 choroby to bardziej wróżka nie lekarz.
Ja na prawdę dużo rzeczy rozumiem, nie żyję od dziś, są i będą naciągacze, nie jednemu nie chce się pracować ale nawet orzecznik zusu powinien dokładnie przeprowadzić wywiad z pacjentem.
Dziękuję panu dr za cud uzdrowienia, jest pan lepszy od wróżki.