Mam spore wątpliwości w zakresie działania i rzetelności pani prawnik.
Dostałam od niej pismo, w którym zostałam zmuszona do poświadczenia nieprawdy na korzyść jej klienta. Dostałam wręcz tekst przeprosin do skopiowania, i czas realizacji 2 dni robocze.
Sprawa banalna, napisałam merytoryczną opinię dotyczącą warunków pracy w pewnej firmie, firmie jej klinenta.
Zostałam wręcz (usunięte przez administratora), że jeśli nie skasuję negatywnych opinii i nie przeproszę jej klienta zostanie wobec mnie wytoczone powództwo o 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Przeproszę na stronie gowork, pisemnie oraz na stronie byłego pracodawcy.
Co ciekawe, gdybym nawet dla spokoju napisała te przeprosiny, że opinia była kłamstwem przegrałabym sprawę w sądzie pracy o zadośćuczynienie, bo skoro przyznała się że nic złego się nie działo, to byłabym na straconej pozycji a wobec byłej firmy toczy się obecnie sprawa w sądzie.
Po wysłaniu pani prawnik dowodów na niekorzyść jej klienta, potwierdzających 1:1 rzetelność opinii jaką zamieściłam, z dowodami jak działała firma jej klienta oraz do jakich skutków doprowadziła mnie, nie dostałam nawet "rozumiem, przepraszam, teraz mam pełen obraz sytuacji"
Po wysłaniu kilkunastu maili pokazujących, że (usunięte przez administratora) zastraszanie, (usunięte przez administratora) pracownika, lewe umowy, doprowadzenie mnie do załamania nerwowego skutkującego silną farmakologią itd było prawdą temat po prostu ucichł.
Nawet pisałam w mailach, że ja sobie nie mam nic do zarzucenia, podałam numer telefonu, że możemy się zdzwonić, porozmawiać, gdyby treść maili była niejasna, lub gdyby pani prawnik chciała jeszcze zapoznać się z innymi dowodami, bo na okoliczności sprawy zbierałam ich dużo, również nie doczekałam się kontaktu telefonicznego. Wyjaśniłam, że opinia nie miała na celu zaszkodzić jej klientowi a jedynie ostrzec innych potencjalnych kandydatów do pracy bo gdybym sama znała stan faktyczny nigdy bym nie zatrudniła się tam, a działanie dla dobra publicznego to nie jest przestępstwo.
Mało profesjonalne, rozumiem, że nie byłam klientką, nie zapłaciłam za usługę, ale wypadałoby napisać cokolwiek, odnieść się do maili, a tu cisza, skoro zostałam potraktowana lekko mówiąc niesprawiedliwe.
Ustawodawca określa wprost, kiedy nie będziemy mieli do czynienia ze zniesławieniem. Zgodnie bowiem z art. 213 kk nie ma przestępstwa określonego w art. 212 § 1 kk, jeżeli zarzut uczyniony niepublicznie jest prawdziwy.