Tomasz Mandrysz - na olx-ie widnieje jako "Tomasz"
Odradza komu kolwiek współpracę z tym dziadem.
Najniższa krajowa - reszta pod stołem - to jest pewniak. Jeśli ktoś myśli o jakiejś pożyczce albo wyższej emeryturze to nie ten adres. Kokosów zresztą nie płaci - zawsze mniej jak konkurencja. Do póki są naiwniacy do tego momentu tak będzie płacił.
"Samochody" to totalne złomy, trupy. Do tego stopnia, że daje odgórne polecenia aby omijać ITD/GITD bo ma więcej spraw założonych przez nich jak tych rudych włosów na łbie. Dowali się do czegoś ITD z racji stanu technicznego (w konsekwencji np. zakaże dalszej pracy i nakaże powrót na bazę ) - to gry wrócisz na bazę to jeszcze będzie miał pretensje, że palety nie rozwiezione - czemu nie jedziesz drugi raz? Żałosny gość jest po prostu.
Z drażniących (mnie) wad tych samochodów to najczęściej hamulce, podłoga na pakach, paka od podłogi po sufit, drzwi - w większości tych jego trupów nie działają klamki, zamki, i najważniejsze opuszczania szyb co jest masakrą w lato. Latem w kabinie na postoju jest z 50 stopni C jak nie lepiej gdy temperatura w cieuniu jest 40. Ma tam swojego mechanika ale ten jak się za coś weźmie to lepiej nie gadać. O klimie w tych trupach można pomarzyć - w upały woda - jak sobie kupisz bo on jej nie zapewnia. Zresztą on nic nie zapewnia.
Podejście do ludzi jak do przedmiotów - ma ich za nic. Uszkodzisz coś - masz jak w banku, że zapierdzieli ci to z wypłaty.
Ludzi przewija się u niego cała masa. Przyjdą zobaczą stan samochodów, przeciągnął kilka razy paleciakiem paletę z węgle, cementem albo mausera ważącego 1000-1200 kg i rezygnują. Nie dziwię, się. Dziad żałuje na paleciaki elektryczne. Ma tam elektryka "pieska", który stanem technicznym nie różni się od jego floty. Jeśli chodzi o zakończenie z nim współpracy - nie znam nikogo kto nie miał by problemu z nim przy odejściu. Zawsze są zgrzyty jeśli chodzi o odejście a konkretnie okres wypowiedzenia. Gość nie przyjmuje do wiadomości, że dajecie mu 2 tygodnie, 1 miesiąc czy 3 miesiące wypowiedzenia. Zawsze są jakieś zgrzyty groźby i inne podobne i próbuje metodą zastraszenia wydłużać albo przeciągać / przełożyć te okresy wypowiedzeń. Jedyny argument jaki wtedy na niego działa to "ok to od jutra mnie nie ma". Następuje wtedy u niego moment rozwolnienia w dosłownym znaczeniu. Pojawiają się groźby o porzuceniu, dyscyplinarce itp. ale przez "chwilę". Po przemyśleniu, przejrzeniu na oczy następuje wyciszenie i gość próbuje się dogadywać, zmieniać zdanie itp.
Generalnie padaka na całej linii