podatniczka15.10.2020 12:23
Były pracownik
Z początku współpraca z panią Magdaleną Banach układała się obiecująco. Zaletą jest z pewnością swobodna komunikacja z pracodawcą, brak sztywnej bariery "pracodawca-pracownik". Od razu, z inicjatywy pracodawcy, przeszłyśmy na "ty", co ułatwiało nam współpracę. Wszystko odbywało się dość sprawnie i w przyjazny, uprzejmy sposób. Po 3 miesiącach okresu próbnego miałyśmy rozmawiać o przejściu z umowy zlecenie, na umowę o pracę i podwyżce oraz stopniowym poszerzaniu zakresu moich obowiązków. Niestety, jeśli idzie o przejście z obietnic do konkretów co najwyżej miernie. Poniżej lista najważniejszych kłopotów związanych z pracą w ww. firmie:
1. Brak służbowego sprzętu - przez cały, trwający 7 miesięcy, okres współpracy, wykonywałam obowiązki używając prywatnego laptopa. Oczywiście zostałam zapytana, czy jeszcze "na początku", "przez jakiś czas" mogę popracować w ten sposób. Zgodziłam się nie wiedząc, że "początek" będzie oznaczał kolejnych 7 miesięcy. Przyznaję, że w trakcie współpracy dopomniałam się o służbowy laptop tylko raz, a potem pogodziłam się z sytuacją, bo całkiem swój laptop lubię. Niemniej, postawę pracodawcy należy uznać za mało profesjonalną.
2. Brak JAKIEJKOLWIEK pisemnej umowy - umowę zlecenie, którą na pierwsze 3 miesiące miałyśmy zawrzeć, napisałam sobie sama i przesłałam pracodawcy. W braku reakcji po kilku dniach zapytałam co dalej. W odpowiedzi pani Magdalena poprosiła żebyśmy umowę podpisały na początku miesiąca (styczeń 2020). Zgodziłam się. W styczniu, po zapytaniu o umowę, usłyszałam że teraz jest za dużo spraw na głowie i podpiszemy ją innym razem. Do podpisania umowy ostatecznie nigdy nie doszło. Co z ubezpieczeniem? Patrz punkt 3.
3. Problemy z ubezpieczeniem. W listopadzie zakończyłam poprzednią pracę, na podstawie umowy zlecenie i z ubezpieczeniem. Współpracę z panią Magdaleną Banach rozpoczęłam pod koniec listopada. W braku pisemnej umowy przed ponad miesiąc, w styczniu (lub w lutym, nie pamiętam dokładnie) zapytałam co z ubezpieczeniem. Dowiedziałam się, z dość zdawkowej odpowiedzi, w której nie zaszczycono mnie spojrzeniem, że "już powinnam być zgłoszona". W marcu wybrałam się do lekarza POZ, wizyta finansowana przez NFZ. Na miejscu dowiedziałam się, że "NFZ nie potwierdza mojego prawa do świadczeń". Zdenerwowana, ale zachowując zasady kulturalnej rozmowy, zadzwoniłam do pani (usunięte przez administratora) prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Dowiedziałam się, że prawdopodobnie było to zaniedbanie księgowej. Właściwie do dziś nie wiem, czy kiedykolwiek byłam przez tego pracodawcę ubezpieczona (biorąc pod uwagę te i kilka innych okoliczności, tzw. wiara na słowo została poważnie zachwiana).
4. Opóźnienia w wypłacie wynagrodzenia (swoją drogą, mimo obietnic podwyżki, nieustannie w okolicach płacy minimalnej, ale fakt, nie upomniałam się o więcej). Rekordowe opóźnienie wyniosło około miesiąca (wypłata za kwiecień dotarła do mnie 31 maja, straciłam wówczas większość oszczędności). Zgodnie z ustnymi ustaleniami między mną, a pracodawcą, wypłata powinna do mnie przychodzić w okolicach 10 dnia miesiąca. W braku wypłaty po 16 dniu zaczynałam się niepokoić. Poważniejsze opóźnienia, tzn. w moim rozumieniu takie przekraczające 17 dzień miesiąca następującego po miesiącu, za który to wynagrodzenie przysługiwało, miały miejsce od kwietnia do dziś. Jaki był powód opóźnień? Awaria w banku. 4 miesiące z rzędu. Jasne, że bywa i tak. Nie mam wystarczających podstaw, by jawnie oskarżać kogoś o kłamstwo. Niemniej chyba każdy rozsądny człowiek zgodzi się, że konsekwencje tego rodzaju zdarzeń nie powinny spadać na pracownika. Dodam jeszcze, że o żadnej z zaistniałych "awarii" nie zostałam przez pracodawcę uprzedzona zanim sama nie zaczęłam dopytywać.
Podsumowując – współpraca miała kilka zalet (np. sporo nauczyłam się o podatkach, co teraz bardzo doceniam, miło też byłe próby nawiązania bardziej "równościowego" kontaktu), ale głównie wady, z których szczególnie uciążliwą i trudną do zrozumienia są regularne i duże opóźnienia w wypłacie wynagrodzenia. O ile te standardy się nie zmieniły, szczerze i bez wyrzutów sumienia odradzam, pomimo mniejszych lub większych wartości merytorycznych. Praca, to jednak praca – nikt nie idzie do pracy dla żartów.
PS.: Nie zrezygnowałam z tej pracy przed znalezieniem nowej (w czerwcu 2020), ponieważ jestem już duża i było to moje jedyne źródło stałych przychodów.