Nie polecam absolutnie jechać na sor w tym szpitalu bo i tak nikt nie udzieli pomocy. Niestety miałam "przyjemność" bycia tam 2 razy i za każdym razem ogromna PORAŻKA.
Pierwszy raz udałam się po oparzeniu stopy wrzącym płynem samochodowym, gdzie po kilku wizytach w ciągu tygodnia u lekarza ogólnego i stosowaniu różnych preparatów, antybiotyku nie było wyraźniej poprawy wręcz przeciwnie stan się zaostrzał, stopa zaczęła sinieć i sprawiać coraz większy ból, puchnąć przy tym w szybkim tempie. Udałam się na sor myśląc że zostanie udzielona mi pomoc zważywszy na to że to była sobota i weekend poprzedzający majowy. Nic bardziej mylnego! Wyczekałem się 4h ale to podobno i tak bardzo krótko jak się potem okazało. Przyjął mnie z pozoru miły chirurg, który bardziej wiedzą przypominał studenta pierwszego roku niż lekarza, który miałby posiadać jakąkolwiek wiedzę w temacie. Na samym początku wyraźnie zasugerował mi, że pomyliłam miejsce do którego przybyłam bo to jest SOR miejsce, w którym ratuje się ludzi po wypadku a nie osoby, które przychodzą o własnych siłach i proszą o pomoc. Bardzo był zdziwiony dlaczego nie leczę się u swojego lekarza tylko zawracam mu głowę taką błahostką jak bolącą stopa, która wyglądała jak 7 nieszczęść. Lekarz z powołania ale napewno nie do leczenia ludzi wydał opinie, że stopa tak wygląda źle bo została nadkażona ponieważ nie miałam bandaża i nie pomagały tłumaczenia, że ból jest tak duży, że wszystko uraża. Przepisał jakiś płyn do odkażania, bo ten który stosowałam był rzekomo zły jak się potem okazało mógł być stosowany, skierowanie do poradni chirurgicznej i kazał udać się do domu bo mój stan nie nadaje się do hospitalizacji w szpitalu. Mój stan zdrowia nie dawał mi spokoju i zaczęłam szukać kogoś kto prywatnie pomoże mi, bo wiadomo że na NFZ nie mam co liczyć na szybką reakcję. 4 dni później dostałam się do lekarza prywatnie, który na wstępie stwierdził że muszę mieć antybiotyk bo jest stan zapalny i że w dwóch miejscach gdzie stan stopy był najgorszy jest martwica. Co za tym szło trzeba było ją zeskrobać by zaczęła normalnie funkcjonować i maściami które stosowałam tylko sobie szkodziłam czopując to miejsce. Ból podczas tego zabiegu niesamowicie duży ale po godzinie moja stopa wróciła do normalnego rozmiaru i koloru i przestała już puchnąć. Co tydzień przez 4 razy procedura była powtarzana. Nie życzę nikomu tego zabiegu aczkolwiek w rezultacie uratowało mi to zdrowie. Od tego czasu minął już ponad rok, blizny zostały ale to nie jest mój dla mnie żaden problem. I tu nasuwa się pytanie czy lekarz, który był na sorze ma inną szkołę niż lekarz pracujący prywatnie, że nie widział żadnego zagrożenia dla mnie zostawiając mnie na pastwę losu z bolącą, puchnącą stopą i stanem zapalnym? Trzeba było dopiero udać się prywatnie żeby otrzymać pomoc? Zachowanie lekarza w tamtej sytuacji było dla mnie niedopuszczalne. Poczułam się jak intruz, że miałam czelność przerwać mu odpoczynek podczas dyżuru i to jeszcze w sobotę popołudniu! KARYGODNE. Jeśli nie czuje bluesa do tego zawodu i empatii do ludzi niech zmieni pracę bo to nie jest z pewnością miejsce dla niego.
Drugi raz byłam w tym "cudownym szpitalu" będąc w zaawansowanej ciąży. Mając skierowanie na pilne również wyczekałem się 4 godziny. Nikt nie zwracał na mnie uwagi jak i na innych pacjentów czekających tam między 6 a 8. godzin. Lekarz na którego każdy czekał zszedł na chwilę na sor zobaczył ile jest ludzi zerknął jednym okiem na karty i poszedł na oddział. "Lekko poirytowani" ludzie zaczęli się mocno dopytywać kiedy ktoś zejdzie i zacznie przyjmować. Jak się okazało nie prędko, ponieważ przez kolejnych parę godzin miało go nie być. Zaczęły mi już puszczać nerwy i też próbowałam się dowiedzieć czy wogole ktokolwiek mi udzieli jakiejś pomocy czy jest sens tu czekać czy mam jechać do domu. Po chwili przyjął mnie Pan który poznając mój problem doradził mi że jak chce to mogę poczekać jescze parę godzin na konsultacje u lekarza lub jechała do szpitala do Krakowa lub Dąbrowy Tarnowskiej bo tu tak czy tak to mnie na odział nie przyjmą bo fizycznie nie mają miejsca.
Ręcę mi opadły, że nie można było tego powiedzieć na samym początku tylko trzeba czekać kilka godzin po Nic. Traktowanie ludzi w tym szpitalu uznaję za bardzo poniżające. Nie przejmują się niczym ani nikim i mają pacjenta za Nic. Nie rozumiem w jakim celu płacimy składki na opiekę medyczną, której napewno w tym miejscu człowiek nie znajdzie. Finalnie udałam się do innego szpitala gdzie pomoc otrzymałam bez proszenia się i poniżania.
Czas najwyższy, żeby ktoś w końcu zabrał się za temat opieki medycznej i lepiej wydawał nasze ciężko zarobione pieniądze zatrudniając ludzi, którzy chcą pomagać i nie traktują Nas pacjentów jak zło konieczne. Każdy wybierając zawód napewno dowiadywał się z czym będzie musiał się zmagać i jeśli dla kogoś jest za trudny fizycznie i psychicznie niech wybiera inny. Stosowny dla niego!