Praca w B3S, a konkretnie na recepcji Hotelu Metropolitan, to dla mnie ogromne rozczarowanie i nieporozumienie , co wyjaśnię w dalszej części mojej opinii.
Pracując w hotelu, spędziłem tam kilka miesięcy, co pozwoliło mi wyrobić sobie zdanie na podstawie własnych doświadczeń oraz także podczas przeprowadzonych rozmów z innymi członkami zespołu recepcyjnego.
Na recepcji panuje ciągła rotacja pracowników, co mnie wcale nie dziwi, a główną przyczyną jest niewłaściwe zarządzanie przez kierownictwo, które tę rotację wywołuje.
Menedżer hotelu w żaden sposób nie interesuje się recepcją, a kierownik i wice robią sobie co chcą. Dobrym przykładem jest to, jak w lipcu w tym samym czasie kierownik oraz wice, pojechali sobie na wspólny urlop. Przez okres 10 dni, na recepcji zostawili same nowe osoby.
Przejdźmy do dalszej kwestii.
Kierownictwo tak ustawia grafik, aby pasował im i osobom które mają z nimi układy, a pozostałymi osobami zapychają dziury, serwując jakieś dziwne kilkudniowe maratony przez okres nawet dwóch tygodni.
Nie miałbym nic przeciwko takim intensywnym okresom pracy, gdyby po nich można było porządnie odpocząć. Niestety, po trzech nocnych zmianach trwających po 12 godzin, otrzymuje się zaledwie jeden dzień przerwy, po którym zaczyna się kolejny morderczy cykl. Taka sytuacja powtarza się niemal bez przerwy, co nie pozwala w żaden sposób na regenerację ????????.
Co gorsza, trzy osoby z pięcioosobowego zespołu (nie licząc kierownika) były odpowiedzialne za wszystkie nocne zmiany. Gdzie tu sprawiedliwość? Nie ma.
Pamiętam dokładnie jak zaczynałem pracę i menadżerka zapewniała mnie, że zmiany będą obejmować zarówno dni, jak i noce. To jednak okazało się nieprawdą – nocne zmiany są normą, a dzienne zmiany w miesiącu, to zaledwie miły wyjątek.
Dzienna praca jest po prostu bardziej opłacalna, bo daje prowizje od sprzedaży, których nie ma na nocnych zmianach, jest więcej telefonów, maili.
Co więcej, nocne zmiany nie są w ogóle dodatkowo płatne, a obietnica stałej umowy o pracę (na której powinien być dodatek za godziny nocne) jest odwlekana w czasie, co zniechęca większość pracowników do przyjmowania tych zmian.
Do tego wszystkiego dochodzi samozwańcza wice-kierowniczka, która notorycznie się spóźnia do pracy, a Ty nie możesz wyjść do domu, dopóki nie przyjdzie Twój kolejny zmiennik, czyli np. nie daj Boże ona.
Z pracy też wychodzi sobie kiedy chce, ale ma po prostu takie układy z kierownikiem, że po prostu wpisują sobie w grafiku jakby byli do wyznaczonej godziny. Żyć nie umierać.
Zdarzało mi się wpisywać nadgodziny, gdy musiałem czekać na jej przyjście, ale wykreślili mi wszystkie takie nadgodziny z listy, w których musiałem specjalnie zostać dłużej w pracy, a ona w dokumentacji pojawiała się jako osoba punktualna, mimo że regularnie się spóźniała.
Po kilku miesiącach udało mi się wywalczyć umowę o pracę, której jednak ostatecznie nie podpisałem. Dlaczego?
Przez okres bycia na zleceniu w hotelu, straciłem całkowicie zaufanie do jakichś ustnych ustaleń pomiędzy kierownictwem czy menadżerką. O to przykłady:
- Miałem od samego początku otrzymać stawkę 23/h netto – Ojej, okazało się, że ta stawka mnie będzie obowiązywała dopiero od kolejnego miesiąca pracy.
- Zapytałem się kierownika na samym początku, czy obowiązują mnie stawki nocne, to okłamał mnie w żywe oczy, że wszystko mnie obowiązuje, a po pierwszej wypłacie okazuje się co innego.
- Zapewniano mnie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, że UoP można otrzymać po 3 miesiącach bycia na zleceniu i okazuje się, że oni dają mi po pierwszej umowie zleceniu na 1 miesiąc, kolejną na 3 miesiące. 1+3 to nie jest 3, tylko 4.
- Poszedłem z tym do menadżerki i powiedziałem, że nie tak się umawialiśmy podczas rozmowy o pracę, otrzymałem zbywające odpowiedzi, że może ja się przesłyszałem odnośnie stawki czy okresu pracy.
- Zaproponowano mi 300 zł stałej premii podczas przejścia na UoP.
Podczas podpisywania umowy, menadżerka mi mówi, że nie muszę się wczytywać aż tak w tę umowę, że jest tam wszystko, co mi zaproponowała. Pytam się: "Gdzie jest informacja w umowie, na temat stałej comiesięcznej premii?"
Dostałem odpowiedź, że to jest słowne ustalenie, pomiędzy menadżerką a mną i taka premia wynosi 200 zł.
Po kolejnej próbie owijania mi makaronu na uszy i zmianie kolejnych słownych ustaleń, nie podpisałem umowy i cieszę się, że to zrobiłem.
Zdecydowanie odradzam pracę w tym miejscu. Choć hotel reklamuje się jako 4-gwiazdkowy, warunki pracy przypominają bardziej obóz, niż renomowany obiekt hotelarski.