Z takim Januszexem pod przykrywką dużej firmy dawno się nie spotkałem.
Zostałem zaproszony na rozmowę rekrutacyjną do kawiarni. Siedzibę mają w innym mieście, więc do samego miejsca spotkania się nie czepiam. Trochę zabawne było natomiast to, że skoro już rozmowa odbywała się w takim miejscu, nikt nawet nie zapytał, czy się czegoś napiję. Mało tego sami rekruterzy siedzieli „o suchym pysku”, zajmując stolik... Nie wiem, może czekali, aż to ja postawię kawę? :D
W ofercie pracy na OLX jasno wskazali, że poszukują osoby z wykształceniem branżowym – elektryk/elektronik więc spodziewałem się warunków adekwatnych do stanowiska i odpowiedzialności. Nie była to praca dla każdego z ulicy. Tymczasem warunki jakie zaproponowano:
– umowa ZLECENIE na 3/4 etatu,
– ok. 3400 zł miesięcznie,
– wyjazdy serwisowe do urządzeń rozrzuconych po obszarze 2 województw WŁASNYM AUTEM,
– PALIWO Z WŁASNEJ KIESZENI – według ich szacunków około 1500 zł miesięcznie.
ZAROBEK WYCHODZI NA POZIOMIE MAX 19 ZŁ ZA GODZINĘ! Do tego jeszcze należy odjąć amortyzację własnego samochodu. Do dziś nie wiem, czy do czasu pracy firma wlicza czas spędzony w samochodzie. Przy serwisowaniu urządzeń oddalonych o kilkaset kilometrów jest to raczej dość istotny szczegół.
Umowa miała być początkowo na 3 miesiące. Zapytałem, jakich zarobków można spodziewać się po tym okresie. Konkretnej odpowiedzi nie otrzymałem. Panowie popatrzyli na siebie, a po moim dopytaniu o chociaż minimalną kwotę lub widełki usłyszałem jedynie: „będziemy rozmawiać”. Każdy może sobie sam odpowiedzieć, jak atrakcyjna musiała być ta propozycja...
Podczas rozmowy jeden z rekruterów beztrosko podał mi imię i nazwisko osoby, która wcześniej pracowała na tym stanowisku. Nie będę oceniał, czy było to naruszenie jakichkolwiek przepisów, ale jako kandydat zdecydowanie nie potrzebowałem znać danych poprzedniego pracownika.
Ponieważ specjalnie na tę rozmowę wróciłem wcześniej z wyjazdu, a przedstawione warunki mocno odbiegały od tego, czego spodziewałem się po firmie tej wielkości i ofercie pracy, byłem delikatnie mówiąc rozczarowany więc na koniec pociągnąłem temat z ciekawości i poprosiłem o wzór umowy na email i tutaj zrobiło się jeszcze ciekawiej. Otrzymany wzór:
– nie określał stawki godzinowej (tylko miesięczną) ani tego, co dzieje się po przekroczeniu deklarowanych 100 godzin w miesiącu,
– nie regulował w żaden sposób używania prywatnego samochodu,
– nie określał, czy czas przejazdów serwisowych wlicza się do ewidencji godzin,
– nie określał zasad wypowiedzenia,
– za to zawierał zapis, że praca ma być wykonywana „w terminach i na warunkach wskazanych przez zleceniodawcę”.
Innymi słowy: dostałem wzór umowy, z którego nie wynikała większość podstawowych warunków współpracy omawianych podczas rekrutacji. Wynagrodzenie, samochód, paliwo, przejazdy, zakres obowiązków – najważniejsze rzeczy pozostawione były poza dokumentem.
Finał był taki, że pracę dostałem, ale zrezygnowałem.