Firma zatrudniająca głównie młodych, skowidianizowanych lewaków (niestety ci nieliczni starsi, też nie używali za bardzo rozumu w tym zakresie). Jak się nie wpiszesz w ten sam rytm wyznawanych "wartości" i ośmielisz się, nawet w kulturalny i rzeczowy sposób ujawnić odmienność w myśleniu, współpracownicy "zjedzą" cię żywcem. To tylko wierzchołek góry lodowej z pracy w okresie minionej pseudo-pandemii (start pracy i przebieg w okresie ściśle plandemicznym).
To tytułem wstępu. Moje osobiste spostrzeżenia, będą dotyczyć zakresu pracy w 95% zdalnej, ściśle z obszaru ogólno-adminitracyjnego i współpracy z JEDNĄ osobą, jedyną, delegującą zadania w trakcie trwania zatrudnienia i wdrażającą do pracy. I choć podczas rozm.rekrt. miałaobyc to stanowisko wsparcia zespołu (ogólnie obiecywała gruszki na wierzbie) - tak nie było. Pani (żaden PM, tylko szeregowy pracownik), po kilku miesiącach pracy, okazała się być osobą wysoce niekomunikatywną (przez 8h pracy w biurze w jednym pokoju, potrafiła cały czas milczec, przy czym z innymi rozmawiała normalnie i życzliwie), traktowała mnie, jak powietrze, zlecała prace najniższych lotów (wsz. jednak chętnie wykonywałam),poziom wiedzy managerskiej, szczególnie w zakresie zarządzania kapitałem ludzkim na słabiuteńkim, marnym poziomie....Z tego, co wywnioskowałam, byłam jej królikiem dośw. Pani, jak post factum zrozumiałam, celowo nie wdrażała mnie we wszystkie aspekty pracy (spotkania online z klientem i PM'ami "wspieranego działu, pomijanie w meilach, a także większości spraw dot. obsługiwanych przeze mnie konsultantów, uniemożliwianie codziennego używania jęz. ang. - jestem filologiem ang., mówię biegle w tym jez. więcej dowiedziałam się o sprawach pracowych, podczas jej urlopu aniżeli "normalnie"), wydawanie poprzez komunikator pracowy(platforma Teams) niezrozumiałych poleceń, ciągłe wytykanie błędów (w jej głowie urojonych)i czepianie się mojej pracy, postawa: domyśl się, o co mi teraz chodzi, a nawet, jak się domyślałam i wykonywałam jej polecenia, tak, czy siak ciągle było to niewystarczająco dobre. miała szczęście, ze byłam cierpliwa i już na początku nie zgłosiłam tego Jej przełożonemu.(który nie będąc w Wawie na codzień z niczego nie zdaje sobie sprawy, ceniąc oczywiście jej profesjonalizm.....:( ).. Dalej: wszechobecne kolesiostwo w biurze, a szczególnie zażyłe stosunki z HRówką (nomen omen osobą BARDZO nieprzyjazną, złośliwą, kompletnie nie nadającą się na stanowisko HRowe, piastowane w tej firmie, o zgrozo, mającą codzienny kontakt z pracownikami,).....z góry przekreślające obiektywność w kontaktach służbowych. Kiedy, jakieś 1,5mies. przed wygaśnięciem umowy zapytałam o kolejne jej przedłużenie stwierdziła, ze jeszcze jest na to czas czas, a, jak się potem okazało już kilka tyg. wcześniej na pewnym pracowym portalu internetowym wisiała oferta pracy na łudząco podobne stanowisko do mojego...czyli doskonale wiedziała, ze nie będą jej przedłużać (i tak szukałabym innej pracy, bo nie możliwym by było wrócić na pełny etat do biura i z kimś takim przebywać 8h dziennie/codziennie). Jej stanowisko jest jak przysłowiowe "życie w Madrycie", bycie "jak pączek w maśle" - szef siedzi w Hiszpanii, nikt Jej nie pilnuje, HR jest jej best friend, prace zaczyna od ok 10, wychodzi na ile chce, nikomu nie musi się tłumaczyć z tego, co robi.. Zdarzały się sytuacje, ze nie informowała mnie o dniu wolnym i tylko z Jej statusu na Teams ogarniałam, ze akurat tego dnia nie pracuje. Nie miałam prawa głosu, bo, podczas rozmów rocznych (przy ostatniej była jej psia HRówka - super "obiektywnie" było) i tak wszystkie moje komentarze, prośby o zmiany tego, czy tamtego, spełzały na niczym, bo dla niej byłam tylko pionkiem, a nie pełnowartościowym pracownikiem... Ogólnie, można było nabawić się depresji, cieszę się, że to już jest za mną. Wisienka na torcie, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, miała miejsce ostat. dnia pracy, kiedy miałam zdać sprzęt firmowy w biurze (o której, wiedziała doskonale, bo była w cc korespondencji). Przybyłam na umówioną godzinę, zostawiłam komputer i poszłam po swoich kilka drobiazgów do "naszego" pokoju, patrzę; a jej biurko puste, zwiała do którejś salki konferencyjnej, aby tam się skryć (niejednokrotnie tak robiła w biurze, żebym nie słyszała, z kim ma spotkanie online)...jakąś godzinę później, myśląc, ze już pojechałam wyszła przed budynek i paliła, a tu surpise, właśnie ja podeszłam do zaparkowanego auta, a ona schowała się tak, żeby jej nie było widać. Noż ,klasa sama w sobie :) HRówka, psiapsiułka, też tego dnia wyparowała :) Wiele jeszcze innych "ciekawych" historii można by przytoczyć, ale po co, mam nadzieje, ze ktoś, kto aplikuje do współpracy z nią , przeczyta to i 2x się zastanowi, czy warto być czyimś (usunięte przez administratora) i nie ważne, na jakim etapie dośw. zawodowego jest się akurat na etapie rekrutacji do wsparcia administracji.