anonim16.05.2025 23:33
Były pracownik
W zeszłym roku pracowałem jako wychowawca półkolonii letnich. Tak się zdarzyło, że byłem (chyba) tylko jedną osobą z samochodem w swoim województwie. Przez co zamiast pracować w obrębie swojego miejsca zamieszkania, byłem rzucany po całym województwie, ale oczywiście tak abym nie przekroczył przypadkiem 1,5 godziny na dojazd, ponieważ dopiero po przekroczeniu tego czasu firma oferowała zapłatę za dojazd w postaci połowy normalnej stawki. Dlatego gdy w sąsiednim mieście odbywały się półkolonie, ja musiałem jechać na drugi koniec województwa, podczas gdy osoba z innego województwa jeździła do miasta obok, bo oboje mieliśmy godzinę dojazdu.
Ogólnie w firmie panował chaos. Nieogarnięte biuro, w którym nie za bardzo wiedzieli co się dzieje. Miałem sytuację, w której mieliśmy większą liczbę dzieci (35 na 3 wychowawców). Biuro może i chciało pomóc z tą sytuacją i rozpisać nam plan na działanie z trzema grupami, jednak ich plan nie miał żadnego sensu bo ucinał dzieciakom zajęcia w pół i dawał im blok wolnych zajęć w późniejszej części dnia.
Na inne półkolonii trafiła mi się sytuacja, że miałem bardzo młodą grupę, w której większość dzieciaków miała po 5-6 lat i nie potrafiła czytać. Przeprowadzenie zajęć z minecrafta było niemożliwe. Nie tylko z powodu ich braku umiejętności czytania, ale również z powodu tego, że większość z nich nigdy nie grała w minecrafta (co akurat nie jest winą firmy). Jednak gdy zadzwoniłam do biura z prośbą o pomoc, usłyszałam, że w sumie to oni nigdy nie mieli takiej sytuacji, że grupa miała tak małe dzieciaki i oni nie wiedzą co zrobić, ale że muszę z nimi zrobić to co mamy w planie (chociaz jedną mapkę), bo inaczej rodzice mogą się czepiać. Wpadłem w koncu na pomysł, że ja będę programować w Minecrafcie i tłumaczyć dzieciom o co chodzi, ale był to nie wypał, bo nie były tym w ogóle zainteresowane.
Kolejną sprawą jest brak kierowników na półkoloniach. Na moich półkoloniach nie było żadnego kierownika, a czasami by się mocno przydał. Kierownicy byli "duchami", tylko na papierze. W momencie, w którym pojawiała się kontrola czy to z sanepidu, czy z kuratorium, a byłem sam na grupę, niemożliwe było ogarnięcie dzieciaków i ogarnianie kontroli.
Upychanie grup do maksa to jest kolejna sprawa. W teorii na jednego opiekuna przypada maksymalnie 15 dzieciaków, w przypadku grupy mieszanej lub w której wszystkie dzieci są poniżej 10 roku życia. Kolonie miały dwa programy dla dwóch różnych grup wiekowych. Jednak zdarzało się, że w jednej grupie było 17 osób a w drugiej 8, łącznie dawało nam to 25, więc niby odpowiednio na 2 opiekunów. Jednak koniec konców przypadało więcej dzieciaków na jednego opiekuna jak miało się zajęcia z tą grupą. Utrudniało to prowadzenie zajęć i rozdysponowanie sprzętu. Dzieciaki w teorii działały w parach przy laptopie, a w przypadku tej grupy musieli działać w dwóch grupach 3-osobowych.
Tak samo gdy prowadziłem kolonie z 35 dzieci, mieliśmy za małą salę na taką liczbę dzieci i jak mieliśmy przeprowadzić zajęcia dla 2 grup, albo dla całości. Żadna z dwóch sali nie była w stanie ich pomieścić i dzieciaki musiały siedziec na ziemi.
Stawka za dość specjalistyczna pracę nie było moim zdaniem super i za to że trzeba było tyle jeździć. Podstawowa stawka wynosiła bodajrze 30 złoty, i za dobre sprawowanie można było dostać 3 złote premii. Jak na fakt, że dziennie miałem co najmniej 2 godziny dojazdów (a dostałem premię). To końcowo nie wychodziłem jakoś przesadnie na plus.
Irytujący był też fakt, że musieliśmy ze swoich kupować owoce i wodę z rana dla dzieci na półkolonie. Były za to oczywiście zwroty, tak samo jak za paliwo. Jednak jak dla mnie było to dość irytujące, zwłaszcza że zwroty były wykonywane dopiero po 10 następnego miesiąca. Można było prosić o zaliczkę, ale przelewy z zaliczki robili tylko w jeden dzień w tygodniu (nie pamiętam, w który), ale zakładając że robili przelewy we wtorki to prosząc o zaliczkę w środę musiałam czekać prawie tydzień na pieniądze.
Jeszcze dodając na koniec, biuro wysłało księgową na wakacje w okolicach 10 dnia danego miesiąca i było ryzyko, że nie dostaniemy wypłaty w wyznaczonym terminie. Koniec konców rachunki przyszły później, nie pamiętam już jak było z wypłatą. Jednak tłumaczenie, że "księgowa jest na wakacjach" jak na moje było naprawdę złym wytłumaczeniem.
Podsumowując, nie wspominam za dobrze tej współpracy. Swoje zarobiłam, bo wyrabiałam godziny. Firma idzie w masówkę i sobie z tym moim zdaniem nie radzi. Może w tym roku coś sie zmieni, ale osobiście nie ponowiłabym współpracy z tą firmą.