Pracowałem jako Inżynier Budowy. Zwolniłem się po 4 miesiącach.
Sama firma jest spoko, szanuje zarówno swój czas, jak i pracownika. Zarząd – goście, którzy znają się na swojej robocie. Ludzie, którzy tam pracują, to kumaci, wykwalifikowani fachowcy. Nie doświadczyłem żadnego spoufalania się, mobbingu czy hejtu na tle narodowościowym, tak samo jak problemów z HR-em czy wypłatami. Przed zatrudnieniem czytałem opinie i byłem trochę nieufny, ale Panie z biura były naprawdę miłe i uprzejme, zwłaszcza Pani Księgowa.
Odszedłem, bo po prostu byłem tam nieszczęśliwy i totalnie nie pasował mi tryb pracy. Moja praca wyglądała tak, że o 5 rano musiałem wyjeżdżać z Warszawy na budowę 300-400 km od domu, tyrać tam do piątku i w piątek późnym wieczorem wracać. Po prostu życie na budowie.
Plusy:
+ Jest auto służbowe, kwaterują w normalnych hotelach, można zjeść kolację, jest elastyczność w delegacjach (można samemu coś ogarnąć, bo jest ludzkie podejście, przynajmniej mnie nikt z batem nie gonił i niczego nie zabraniał). Widać taką zasadę, że jak ty jesteś w porządku wobec pracodawcy, to on jest w porządku wobec ciebie.
+ Zgrany i profesjonalny zespół, który wie, co robi i pomaga nowym. Odpowiadali na wszystkie moje pytania.
+ Wysoki próg wejścia, jeśli chodzi o teorię. Trzeba dużo wiedzieć i umieć, żeby tam pracować, przez co czujesz się dobrze wśród ogarniętych ludzi. Mój bezpośredni przełożony, Michał, to był gość, na którym można było się wzorować, i wierzcie mi, tam wszyscy tacy są. Ale co innego pracować w Warszawie i jeździć czasem w delegacje, a co innego – żyć na budowie.
+ Świetna i profesjonalna ekipa pracowników fizycznych, którzy zjedli zęby na budowie tego typu obiektów i znają się dosłownie na wszystkim. Przyjemnie się z nimi pracowało i nimi kierowało.
Minusy:
- Praca jest naprawdę ciężka, duża odpowiedzialność, wszystko nieregularne, niestabilne. Wszystko zmienia się bardzo dynamicznie i trzeba być LOJALNYM (zapamiętajcie to słowo).
- W praktyce po prostu mieszkasz na tej budowie. Gdziekolwiek by nie była. Dwie godziny drogi od twojego domu czy dziewięć – bez różnicy. W najgorszym (dla mnie) wypadku dostajesz mieszkanie obok budowy i tam kisisz się przez rok albo i dłużej. W najlepszym – jeździsz w te i z powrotem, za darmo (za dojazdy nikt nie płacił). Wyjazd w poniedziałek o 5:00, przyjazd na budowę o 8:00 i od tej godziny zaczyna się twój dzień pracy, do 17:00-18:00. Powrót do domu – u mnie średnio 20:00-21:00 w piątek wieczorem.
Służbowym, starym Dusterem.
Przez warszawskie korki.
W piątek.
Moich zachwytów po tych kilku miesiącach nie da się opisać.
- Osobiście miałem problem z Kierowniczką Budowy na moim obiekcie. Przez to, że ciągle wkurzałem się na ten tryb pracy, była do mnie uprzedzona i ciężko było tego nie zauważyć. Nie udało mi się tego w żaden sposób nadrobić zaangażowaniem, próbami wykazania się czy przejmowaniem dodatkowych obowiązków. Jej głównym zarzutem było to, że nie pasuje mi grafik (o czym nikt nie wspomniał na rozmowie rekrutacyjnej), i zamykając oczy na wszystko inne, czepiała się tylko tego mojego „mankamentu”.
Ona jest osobą, która chce spędzić młodość na budowach, ja – nie.
Ja chcę „żyć” trochę więcej niż 40 godzin w tygodniu.
Dlaczego nie 48 (sobota, niedziela)? Bo w niedzielę kładziesz się spać o 18:00, żeby wstać przed 5:00 rano na wyjazd. Reszta czasu to trasa budowa–hotel–budowa–hotel. Wracasz po 10 godzinach roboty (albo i więcej) tylko po to, żeby się umyć i iść spać. Pracowałem już tak kiedyś, ale tu chodziło o oczekiwania, jakie miałem wobec tej pracy. A te się po prostu nie sprawdziły.
- Inżynier Budowy w ELBUDBIS to nie jest osoba, która nadzoruje obiekt, ogarnia dokumentację czy załatwia jakiekolwiek formalności. Inżynier Budowy to człowiek, który ma być ZAWSZE (maksymalnie dużo czasu) na miejscu i robić za L1 Support dla każdej pierdoły i pytania.
Nie dano mi szansy rozwijać się w tym, w czym byłem dobry, i nie pomagano mi tam, gdzie potrzebowałem wsparcia.
- Niektóre zadania, na które przewidziano 2 dni, ogarniałem w kilka godzin dzięki automatyzacji i znajomości różnych narzędzi online. I robiłem to, siedząc na niewygodnym stołku przy jeszcze bardziej niewygodnym biurku na budowie. Czasem przez kilka dni z rzędu to samo – siedzisz w tym baraku jak kołek, bo po prostu TRZEBA być na miejscu.
- A to, że z biura albo z domu zrobiłbym to 2-3 razy szybciej, przy normalnym monitorze, nikogo nie obchodziło. I w sumie, zgodnie z logiką KB, nie powinno. Bo tak. (Chcę tylko zaznaczyć, że w tym czasie było kilku innych Inżynierów Budowy, którzy podobne, duże i nudne zadania robili sobie na spokojnie z domu albo z biura). Ale mi najwyraźniej zabrakło charyzmy, a Kierowniczce – ludzkiego podejścia, żeby się dogadać i ustawić jakiś normalny work-life balance. Zero zainteresowania.
Podsumowując:
Rozstaliśmy się w miarę normalnie i w spokojnej atmosferze. Z KB nawet się porządnie nie pożegnałem.
_____
Kontynuacja w komentarzu poniżej