Zacznę od początku – w pierwszych dniach pracy nie miałam nawet przygotowanego stanowiska. Brak myszki, klawiatury, brak jakiegokolwiek wdrożenia. Przez kilka dni siedziałam bezczynnie, bo nikt nie miał czasu mnie przeszkolić. Onboarding w tej firmie po prostu nie istnieje.
Szkolenia? Też nie. Wszystkiego trzeba nauczyć się samemu, metodą prób i błędów. Problem w tym, że później te błędy są normalnie wytykane, mimo że nikt wcześniej nie raczył niczego wytłumaczyć.
Komunikacja to chyba największy problem. Na proste pytania często nie ma odpowiedzi, albo czeka się na nią tygodniami. (usunięte przez administratora) praktycznie się z nami nie kontaktowali – nikt nigdy nie znalazł czasu, żeby usiąść, porozmawiać i realnie wysłuchać naszego stanowiska. Zamiast tego słyszałam, że jestem „negatywna” i „źle nastawiona”, kiedy zwracałam uwagę na konkretne problemy, które często dało się rozwiązać jedną prostą decyzją.
Dodatkowo każda bardziej intensywna dyskusja była szybko ucinana zarzutami o „nakręcanie atmosfery”, nawet jeśli nie byłam jej inicjatorką.
Atmosfera bywała męcząca – dużo (usunięte przez administratora) komentarzy, „żartów”, przytyków. Mało realnego wsparcia, za to sporo pretensji o wszystko – że za mało, że źle, że nie tak.
Firma bardzo chce wyglądać jak korporacja (wszyscy na „Pani”), ale nie ma żadnych procesów ani organizacji, które by za tym szły. Chaos i improwizacja na co dzień.
Zakres obowiązków to osobny temat. Na papierze jedno, w praktyce wszystko:
• organizowanie warsztatów i „kiermaszy” w różnych instytucjach (domy kultury, osiedla itp.),
• ogarnianie targów pracy i targów szkół – często łącznie z dojazdem własnym autem,
• załatwianie ulotkowiczów, umów, logistyki – wszystko po naszej stronie,
• ciągłe ciśnienie na marketing, mimo że nie byłyśmy od marketingu,
• obdzwanianie ludzi i wciskanie oferty nawet wtedy, gdy ktoś wyraźnie nie był zainteresowany,
• naciski na nagrywanie rolek i pokazywanie się w social mediach, mimo jasnej odmowy z naszej strony.
Do tego dochodziła pełna administracja:
• ogarnianie umów nauczycieli i rachunków do zleceń,
• przekazywanie faktur,
• robienie tabel z wynagrodzeniami (!).
Jednocześnie były pretensje, że „za dużo czasu poświęcamy na dokumenty, a za mało na marketing”, mimo że od początku jasno mówiłyśmy, że potrzebna jest dodatkowa osoba. Nie została zatrudniona przez bardzo długi czas, ale oczekiwania oczywiście rosły.
Dochodzi do tego brak spójności między oddziałami – była wyraźna presja, żeby się ze sobą nie kontaktować. Trudno nie odnieść wrażenia, że chodziło o to, żeby nie porównywać warunków i nie zauważyć, że problemy są powtarzalne.
Warunki pracy słabe:
• brak podstawowych rzeczy (część materiałów biurowych kupowałam sama),
• brak nawet wody dla pracowników,
• brak lodówki i mikrofalówki (załatwione prywatnie przez jedną z dziewczyn),
• problemy z dostępem do rzeczy potrzebnych do pracy.
Do tego:
• problemy z urlopami (np. brak zgody na 2 tygodnie ciągiem),
• wypłata w losowych terminach między 1. a 10. dniem miesiąca,
• premie wypłacane z opóźnieniem, a w praktyce bardzo trudne do osiągnięcia (na 3 próby udało się raz – targety są oderwane od realiów i nie uwzględniają różnic między miastami),
• zero benefitów.
Dodatkowo obowiązywał bardzo szczegółowy dress code (konkretne ubrania, buty, biżuteria), bez zapewnienia jakiegokolwiek budżetu na jego spełnienie.
Była też sytuacja, gdzie mój pomysł został przejęty i przedstawiony jako inicjatywa „z góry”.
Na plus – ludzie na miejscu. Dziewczyny z sekretariatu i dyrektorka naprawdę dawały radę i bez nich to by się wszystko posypało dużo szybciej.
Podsumowując: fajna praca sama w sobie, ale chaos organizacyjny, brak komunikacji, brak wsparcia i przerzucanie wszystkiego na pracownika skutecznie to psują.
Na koniec – 4000 zł za stanowisko, które realnie łączy w sobie obowiązki kilku osób, to bardzo słabe wynagrodzenie jak na miasto wojewódzkie. Przez rok stawka wzrosła o 78 zł netto. Przy zerowych benefitach i konieczności dokładania z własnej kieszeni (woda ok. 100–120 zł miesięcznie, kawa, herbata, mleko, nawet kubki) trudno to traktować poważnie.