Miałem wątpliwą przyjemność pracy w tym miejscu, więc dodam parę słów od siebie. Po pierwsze i przede wszystkim: NIE WARTO (szkoda kręgosłupa i zdrowia psychicznego na użeranie się z kierownikiem magazynu, który, jak to wcześniej ktoś już napisał - bezczelnie wykorzystuje swoją pozycję i wyręcza się pracownikami oraz wykorzystuje ich).
Wozi się często ciężkie rzeczy, które trzeba wnosić na piętra. Przykładowo 8 dużych, ciężkich paczek na 5 piętro.
Czasami zdarzą się lekkie rzeczy. Auta bywają przeciążone, bo ktoś zamówi całą paletę papieru do drukarki (którą trzeba później samemu rozładować i nie rzadko wnieść gdzieś) plus towar dla innych klientów. W razie czego wiadomo, że odpowiada za to kierowca.
Poza rzeczami biurowymi wozi się bardzo często wodę mineralną (czasami po 12 zgrzewek np. gazowanej, 12 niegazowanej itp., mleko i inne)
Pieniądze: najniższa krajowa plus parę stówek pod stołem. Poruszyłem kiedyś temat jakiejś podwyżki to... (UWAGA) dostałem 50 zł. Śmiech na sali...
Umowa: ja po okresie próbnym (o ile dobrze pamiętam 3 miesiące) dostałem umowę o pracę.
Urlopy: Nie raz jest problem, bo jeżeli ktoś idzie na urlop, to wtedy kierowniczek magazynku musi się wziąć do pracy, a że jest leniem i przyzwyczajonym do pracy cudzymi rękami, to nie lubi tego. W lipcu i sierpniu przymusowo wysyłają na co najmniej tygodniowe wolne.
Obowiązki: rozwożenie towaru przede wszystkim. Dodatkowo robienie zakupów, w supermarketach, odbieranie wód mineralnych z hurtowni, wywożenie (usunięte przez administratora) czasami pomoc w innym "oddziale firmy", odbieranie dokumentów do utylizacji (jedzie się do klienta i odbiera od niego wory z dokumentami, (samodzielne zniesienie go skądś z budynku, ładowanie na auto), czasami praca przy niszczarce dokumentów (nikomu tego nie życzę - praca w pyle, wysypywanie do koszy na (usunięte przez administratora) ścinek po zniszczeniu dokumentów, czyli kolejna robota w pyle, gdzie dodatkowo dźwiga się ciężkie, rozwalające się wory. Mimo, że robi się tak beznadzieją robotę w śmieciach, to dodatkowo jest wymagane lepsze ubranie.
W firmie obowiązywała polityka zapłaty za bycie na L4. Jesteś na zwolnieniu lekarskim bo po prostu zachorowałeś? Nikogo to nie obchodzi. Szef zabierze Ci z tzw. "premii" 100 zł za każdy dzień Twojej nieobecności. Cóż... Z perspektywy czasu naprawdę się nie dziwię. W tym miejscu absurd goni absurd. Kierownictwo chytre na pieniądze, a Ty najlepiej, żebyś za darmo robił.
Powtórzę się: nie warto. To nie jest praca na stanowisku stricte kierowcy, ale też w innych rolach. Pieniądze nie są adekwatne do wykonywanych obowiązków i odpowiedzialności. No ale po co dać zarobić więcej, jak za chwilę przyjdzie ktoś inny do pracy.
Zanim pójdziesz tam do pracy, przemyśl to dobrze. W Krośnie na prawdę można znaleźć coś normalnego, a nie pracę w tym... no właśnie... ciężko to nazwać.